Małe podsumowanie Off Festival 2008

13 sierpnia 2008, 00:20:51

Poziom: 0 | Kategoria: Muzyka, Przemyślenia, Z życia. | Dodaj komentarz

W tym roku po raz pierwszy miałem przyjemność uczestniczyć w Off Festivalu w Mysłowicach.

Mysłowice i organizacja festiwalu

Jeżeli chodzi o miasto oraz organizację festiwalu, to mam kilka rzeczy, które mi się całkowicie nie podobały. Po pierwsze i chyba najważniejsze, pole namiotowe jest za daleko od scen i całego Słupna Park. Owszem, można skrócić sobie drogę przechodząc nieoficjalną drogą przez tory i nasyp kolejowy, ale nie jest to rozwiązanie dobre. A 20-minutowa podróż z biwaku na teren festiwalu to jednak dla mnie trochę za dużo. Przydałoby się poszukać innego miejsca, może na terenie samego parku?

Kolejną sprawą było oznakowanie. Chociaż słyszałem, że ok. 15 w piątek było oznakowanie na dworcu PKP, o tyle ja, przyjeżdzając do Mysłowic dopiero w okolicach godziny 21 nie zauważyłem żadnych znaków kierujących mnie krótszą drogą na pole namiotowe, w związku z czym nadkładałem drogi i zamiast 10 minut spędziłem ok. 30 na maszerowaniu z osprzętem turystycznym.

Co do gastronomii, nie była ona rewelacyjna. Po pierwsze kolejki, kolejki, kolejki. Poza tym sam asortyment też nie był zbyt szeroki.

Pochwalić mogę namioty z płytami — całkiem niezłe zaopatrzenie i duży plus za płytę Polpo Motel. Namiot trójkowy zrobił promocję na Offensywę vol. 3, co też się chwali.

Jeżeli chodzi o sceny i sam festiwal, to uważam, że scen było w sam raz, nie były też zbytnio od siebie oddalone, chociaż myślę, że scena leśna była nieco za blisko sceny głównej, co powodowało niekiedy nakładanie się dźwięków koncertu na scenie leśnej z dźwiękami z prób na scenie głównej.

Muzyka na Off-ie

Przejdźmy do najważniejszej części — muzyki, której było dużo i dobrze. Bardzo żałuję, że nie mogłem przyjechać w piątek rano, bo ominęły mnie koncerty zespołów, na których zobaczeniu i usłyszeniu mi zależało — New York Crasnals, Kawałek Kulki, Lutosphere, Dick4Dick, Budyn i Sprawcy Rzepaku czy of Montreal. W zasadzie pierwszy dzień festiwalu rozpocząłem od koncertu zespołu Hey. Poniżej kilka słów o najciekawszych moim zdaniem zespołach.

Hey

Myślę, że nie ma co dużo mówić o Kasi i zespole. Jedyne, co mogę podkreślić i co mi się bardzo podobało, to fakt, że mogłem usłyszeć piosenki, których nie słychać na koncertach (np. Morf&Na). Bardzo ciekawe aranżacje (chociaż po koncercie unplugged w Romie nic już nie będzie takie samo). Jedyny mankament dla mnie, to zbyt duża ilość piosenek z mojego nie najbardziej ulubionego albumu "Music, Music", chociaż, jak to Kasia określiła, grali to, co lubią i chwała im za to!

Caribou

Jestem niezmiernie zaniepokojony faktem, że praktycznie nie pamiętam tego koncertu, a jak to wiele ludzi podkreśla był to jeden z najlepszych koncertów tegorocznego Off-u. Pamiętam tylko tyle, że muzyka zespołu Caribou podobała mi się...

Mogwai

Tutaj się bardzo zawiodłem. Nie znałem niczego z repertuaru tego zespołu. Spodziewałem się cudownej dla uszu muzyki, a dostałem smętne kawałki, do tego wszystkie podobne do siebie i grane praktycznie w jednym tempie. Nie wysiedziałem do końca, bo nie mogłem więcej słuchać. Technicznie ok, ale jakoś mnie nie porwali.

The Poise Rite

Świetni! Zlokalizowałem już ich płytę i będzie moja! (dla chętnych jest dostępna w Merlinie). Granie the Poise Rite przypomina mi nieco Interpol. Dużo gitary, przyjemny wokal.

Baaba

Duże zaskoczenie. Słyszałem wcześniej ich jeden kawałek na Offsesjach. Dużo improwizacji na scenie, ciekawy zestaw instrumentów i zabawa dźwiękiem. Trzeba będzie zaopatrzyć się w płytę i wyszukiwać ich koncertów w okolicy.

Czesław Śpiewa

Miałem nie pisać o Czesławie, jednak napiszę. Grał tym razem bez akordeonu, który nie dojechał z powodu opóźnienia pociągu. Bardzo zaskoczyły mnie tłumy i reakcje publiczności na Czesława. Szczerze mówiąc jest to dla mnie fenomen. Sam koncert ciekawy, też ze względu na brak akordeonu i więcej aranżacji na klawisze. Czesław przez cały czas popijał piwko, co odbiło się, niestety na jego grze, szczególnie na scenie MySpace.

James Chance and Les Contortions

Kolejny świetny show. Pan James nie jest już nastolatkiem, ale to nie przeszkadzało mu w szaleństwach na scenie. Bardzo ciekawe podejście do jazzu. Troche funk, trochę punk. Kto nie słuchał, niech żałuje!

Lao Che

Do tego koncertu byłem trochę sceptycznie nastawiony. Jednak już po pierwszych taktach Lao Che porwało mnie i do samego końca koncertu (który nieco się przedłużył) bawiłem się wybornie. Myślę, że muzyki Lao Che nie trzeba przedstawiać (w sumie było to jeden z mniej offowych zespołów na off-ie).

L.U.C & Rahim

Na koniec nieco psychodeliczny kąsek w wydaniu dwóch genialnych raperów. Świetne połączenie elektroniki ze smyczkami, dobrze zarapowane, a do tego ciekawa, momentami mocna oprawa wizualna sprawiły, że pomimo późnej godziny czułem się świetnie, nawet pomimo faktu, że powstałem dzięki ekskramentom sinic.

 

Podsumowując, bardzo się cieszę, że pojechałem na Off. Poznałem dużo świetnych zespołów i posłuchałem dobrej muzyki. W przyszłym roku też raczej się pojawię. Miejmy tylko nadzieję, że następny Off będzie przebiegał w nieco bardziej przyjemnych warunkach pogodowych.

Tagi:

Hey Unplugged — nareszcie u mnie

19 listopada 2007, 11:44:34

Poziom: 0 | Kategoria: Muzyka, Przemyślenia, Z życia. | 12 komentarzy

Do rąk moich nareszcie zawitała płyta oczekiwana od 10 września, czyli od pewnego koncertu w Teatrze Roma w Warszawie — MTV Hey Unplugged. Powiem tyle, wiedziałem, że to hit, bo przecież w końcu byłem na tym koncercie, ale teraz mogę powiedzieć to jeszcze raz!

Od samego początku płyta przywołuje pozytywne emocje związane z koncertem. Żałuję jednak, że na płycie ani na DVD nie znalazła się piosenka "Byłabym", swoją drogą chyba wiem, dlaczego. Ale zacznijmy od początku:

  1. Fate: na rozpoczęcie mocne szarpanie strun i ciekawie zaprezentowana sekcja dęta. I ta lira korbowa przed drugą zwrotką...
  2. A Ty?: od samego początku w ucho wpadają instrumenty dęte. Aranżacja tylko nieznacznie zmieniona w stosunku do oryginału — dodane smyczki i instrumenty dęte, które oczywiście znakomicie współgrają z tekstem jak i całym utworem.
  3. Moogie: jedna z niewielu piosenek na tej płycie, którą rozpoznałem już po pierwszych taktach. Ale to wcale nie przemawia na jej niekorzyść! Aranżacja również niewiele zmieniona.
  4. Dreams: jeden z moich faworytów na tej płycie. Niesamowity tekst, który poprzez zupełnie nową aranżacje stracił może na swym dramatyzmie, jednak w warstwie muzycznej kawałek świetny, z doskonale wpadającą w ucho linią akustycznej gitary basowej oraz dźwiękami akordeonu.
  5. Missy Seepy: ta piosenka po prostu rządzi! Intro na lirze korbowej przenosi w zupełnie inny stan, powracają wręcz emocje z koncertu. Przez dodanie puzonu i liry piosenka zyskuje. I to dużo zyskuje w mojej ocenie. No i oczywiście końcowa solówka na lirze korbowej wspomagana przez smyczki...
  6. Ho!: słuchając tej piosenki nadal przechodzą mnie ciary. Wstęp sekcji smyczkowej potęguje napięcie. O tym, że to właśnie Ho dowiadujemy się jednak dopiero po wejściu gitary Marcina. Nie muszę wspominać o pięknym tekście. Kolejny faworyt!
  7. W imieniu dam: jedna z mniej podobających mi się piosenek, nie tylko na tej płycie, ale i na oryginale. Aczkolwiek wykonanie w porządku.
  8. Angeline: niesamowity głos Agnieszki Chylińskiej. Szkoda, że jej repertuar różni się od muzyki PJ Harvey. Niesamowity duet, niesamowity utwór oraz cięty komentarz Agnieszki na koniec.
  9. [sic!]: Śmieszny wstęp na akordeonie, który bardzo kojarzy mi się z pewną piosenką Renaty Przemyk (swoją drogą znajomej Kasi), niestety nie pamiętam w tej chwili jej tytułu. Całość utworu przyjemna.
  10. Mru mru: chyba najmniej zmieniona aranżacja, przynajmniej na początku. Bardzo podobna do wersji z akustycznego koncertu w Trójce. Dopiero w refrenie oraz na końcu piosenki dodane zostały smyczki i sekcja dęta, która w miły sposób podkreśla nastrój balladki.
  11. Luli lali: kolejna piosenka, którą poznajemy w zasadzie dopiero, gdy Kasia zaczyna śpiewać. Bardzo podoba mi się wstęp na puzonie, w stylu jakiegoś hejnału, po którym wchodzą gitary wraz z perkusją, wspomagane później przez smyczki. Słowem zagrało wszystko, co stało na scenie. Oczywiście na plus!
  12. Candy: mogę zdradzić "tajemnice", wersja Candy na płycie to drugie koncertowe wykonanie tej piosenki, poznać to można po tekście Budynia. Całkiem fajne wykonanie, chociaż mnie osobiście bardziej odpowiada oryginał.
  13. Mimo wszystko: ładny, nastrojowy bym powiedział wstęp na akordeonie, który tym razem zdradza praktycznie od razu tytuł piosenki. Akordeon towarzyszy zespołowi do końca piosenki. Ładna, nastrojowa aranżacja, wpadająca w ucho.
  14. To tu: aranżacja podobna do tej z albumu. Najmniej lubiana chyba piosenka z tej płyty.
  15. Cudzoziemka w raju kobiet: znowu trzeba się wsłuchać w piosenkę, szczególnie w jej początek, aby odkryć, że to właśnie "Cudzoziemka...". Trochę szeptana wersja, wspomagana przez fanów, siedzących na poduchach. Ciekawie zabrzmiała lira oraz sekcja dęta.
  16. Zazdrość: na koniec zespół zostawił zupełnie nowe aranżacje. Zazdrość zabrzmiała trochę kubańsko, z dużą ilością przeszkadzajek. Całość brzmiała bardzo ciekawie, fani Heya przyzwyczajeni do ich grania mogą być lekko zdziwieni. Kapitalna gra chłopaków od trąbek i puzonów.
  17. Teksański: utwór, który wzbudził chyba najwięcej kontrowersji. Zabawa w stylu country. Jednym się podoba, innym nie. Mnie bardzo przypadła do gustu, aranżacja bardzo zabawowa, nogi same rwą się do tańca. Taki łakomy kąsek zostawiony na sam koniec koncertu. Wersja na płycie to również drugie, bisowe, wykonanie z koncertu, tym razem można to poznać po podziękowaniach Pawła.

Wygląda na to, że przez najbliższy czas płyta Unplugged będzie najczęściej przeze mnie odsłuchiwaną! Czekam tylko na wersję z DVD, aby posłuchać całości razem z obrazem i poszukać siebie na widowni.

Tagi:

Dialog Festival 2007 — Giselle

19 października 2007, 00:17:19

Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Z życia. | Dodaj komentarz

Dialog Festival dobiega powoli końca. Dzisiaj zawitałem na świetnej sztuce (balecie?) Michaela Keegan-Dolan pod tytułem Giselle wystawianego przez Fabulous Beast Dance Theatre. Wrażenia po prostu niesamowite! Surowa scenografia, niesamowita gra aktorska i taniec... Kto nie był niech żałuje! Chyba największe wrażenie wywarła na mnie scena, podczas której umarłe dusze przenikały do świata żywych.

Giselle opowiada o legendzie spisanej w oryginale przez Heinricha Heine o dziewczynie zamienionej w rusałkę-willidę. Akcja przeniesiona została jednak do prowincjonalnego irlandzkiego miasteczka Ballayfeeny i osadzona w bardziej współczesnych czasach.

Spektakl został nagrodzony owacjami na stojąco. Kto chciałby zobaczyć fragment tego, co stracił, zapraszam na stronę Fabulous Beast Dance Theatre — można zobaczyć fragmenty Giselle i innych produkcji tegoż teatru.

Tagi:

Hey bez prądu... za to z lirą korbową!

11 września 2007, 23:56:25

Poziom: 0 | Kategoria: Muzyka, Przemyślenia, Z życia. | 5 komentarzy

Właśnie wróciłem z Warszawy. Jak pisałem wcześniej wygrałem wejściówkę na koncert MTV Unplugged Hey. Moje szczęście było jednak podwójne, a może nawet potrójne, ponieważ w sumie dysponowałem trzema biletami! W związku z tym, nie byłem na koncercie sam.

Widowisko, które przygotowała Kasia wraz z zespołem oraz ekipą MTV było niesamowite. Zupełnie nowe aranżacje utworów brzmiały cudownie. Razem z Kasią oraz setem akustycznym Marcina, Jacka i Pawła muzykę tworzyły instrumenty klawiszowe, puzon, trąbka, skrzypce, wiolonczele, akordeon, lira korbowa oraz dodatki perkusyjne. Na klawiszach grał Marcin Macuk — muszę przyznać, że nie znałem od tej strony członków Pogodna, Marcin ma niesamowitą energię, nie widziałem jeszcze człowieka tak wyluzowanego na scenie i grającego z taką radością.

Razem z Heyem wystąpili goście, których w życiu bym się nie spodziewał. Myśląc o tym, kogo Kasia mogła zaprosić, przede wszystkim miałem na myśli Edytę Bartosiewicz. Jednak moje przeczucia były błędne — na koncercie pojawiła się Agnieszka Chylińska. Drugim gościem na wokalu był frontman wymienionego wcześniej Pogodna — Jacek "Budyń" Szymkiewicz.

To, co można było usłyszeć w Teatrze Roma brzmiało zupełnie inaczej od tego, do czego przyzwyczaiły nas "zwyczajne" koncerty i płyty. Fenomenalny "Teksański" w wersji country do teraz siedzi mi w głowie.

Już w tej chwili nie mogę się doczekać momentu, aż w sklepach pojawi się DVD z tego koncertu. Niestety retransmisji w MTV nie zobaczę, bo będę już we Wrocławiu, gdzie, niestety, nie mam MTV.

Tagi:

15 lat Microsoft w Polsce

24 sierpnia 2007, 23:23:42

Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Z życia. | 1 komentarz

Microsoftowi stuknęło 15 lat działalności w Polsce. Z tej okazji wydana została jubileuszowa edycja specjalna Microsoft Office 2007 dla użytkowników domowych sprzedawana za 199zł brutto.

Uważam, że jest to dobry krok Microsoftu w stronę potencjalnych użytkowników. Ja skusiłem się na tę promocję, przy okazji w pełni legalizując oprogramowanie na moim komputerze. Myślę jednak, że cena na takim poziomie powinna się utrzymać. Na pewno przyczyniłoby się to do zwiększania rzeszy legalnych użytkowników MS Office.

Dobrym pomysłem byłoby utworzenie takich pakietów rodzinnych nie tylko dla Office'a, ale również dla Windowsów — na wzór pakietów systemu Mac OS X, który możemy kupić w wersji rodzinnej na 5 stanowisk. Sam mam w domu 5 komputerów (3 używane) i możliwe, że byłbym zainteresowany zakupem pięciopaku licencyjnego. W tej chwili używam systemu zdobytego przez udział w programie MSDN AA.

Pewnie zaraz posypie się worek z uwagami, że OO jest darmowy i w ogóle jest super. Ja jednak muszę przyznać, że do tej pory używałem Star Office'a, OpenOffice'a i żaden z nich nie dorasta do pięt produktowi z Redmond. Przy okazji interfejs Office 2007 mnie bardzo pozytywnie zaskoczył.

Tagi:

GGallery?

22 sierpnia 2007, 09:54:05

Poziom: 0 | Kategoria: Komputerowo-internetowo, Przemyślenia, Ruby, Ruby on Rails. | Dodaj komentarz

Piotrek prosił mnie o pomoc w stworzeniu i zarządzaniu internetową galerią fotek. Po epizodzie z Coppermine Photo Gallery postanowił przejść na coś mniej skomplikowanego i zasobożernego. Stąd mój pomysł na prostą galerię własnej roboty. Niestety na hostingu Piotrka nie ma obsługi Ruby on Rails, ale u mnie jest, więc galeria może wisieć u mnie.

W tej chwili jestem na etapie planowania, jak to wszystko ma wyglądać. I pomysł mam następujący. Aby nie zarżnąć serwera będę robił skrypt, który będzie uaktualniał galerię i tworzył statyczne strony z poszczególnymi zdjęciami lub całymi galeriami. Całość ma odbywać się mniej więcej tak, że mam sobie folder galleries, w którym są podfoldery numerowane kolejnymi liczbami, lub nazwane jakkolwiek inaczej. Po uruchomieniu skryptu indeksuje on wszystkie katalogi i dodaje/usuwa/uaktualnia statyczne strony ze zdjęciami we wszystkich galeriach lub dodaje tylko zindeksowane nowe galerie, w przypadku, gdy nie zmienialiśmy nic w starych. Oczywiście tworzy przy okazji miniatury wszystkich zdjęć.

Wydaje mi się, że takie podejście pozwoli na mniejsze zużycie zasobów. Nie potrzebna będzie prawdopodobnie nawet baza danych, bo konfiguracje skryptu mogę trzymać w nim samym lub w jakimś XML-u. Galeria ma być prosta, bez komentowania zdjęć, itp. Chodzi przede wszystkim o łatwe dodawanie nowej galerii.

Tagi:

"Nuda nuda, pęcznieje czas..."

04 lipca 2007, 21:21:07

Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Z życia. | Dodaj komentarz

Mogę śmiało powiedzieć, że zaczęły się wakacje. Chociaż oczekuję jeszcze wyników jednego egzaminu, jednak mam nadzieję, że w tym roku ominie mnie kampania wrześniowa. Zatem skoro mam tak dużo czasu, należałoby zrobić z nim coś sensownego.

Póki co nudzę się, ale cóż można robić w małym miasteczku podczas deszczowej pogody. Jednak już niedługo zapowiada się parę atrakcji.

Już w przyszłym tygodniu czeka mnie SLOT. Będę tam po raz pierwszy. Mam nadzieję, że uda mi się dostać na interesujące mnie warsztaty, a jest ich trochę. Ufam również, że na polu namiotowym znajdę trochę więcej miejsca niż 2m2.

Po powrocie ze SLOT-u zostaję jeszcze przez jakiś czas we Wrocławiu. Powodem jest uczta kinomanów — festiwal Era Nowe Horyzonty. Chociaż nie kupiłem karnetu, z pewnością odwiedzę kilkanaście, a może i więcej, seansów. I wiem, że raczej nie będę się na nich nudził.

Jako że wakacje są długie, pozostanie mi zapewne czas na dokształcanie się — Agile Web Development in Rails już czeka na półce, odłożona na nią z powodu egzaminów. Przy okazji podrasuję może trochę projekt z baz danych, a może napiszę coś większego?

Tagi:

A może jednak będzie sprawdzaczka?

14 czerwca 2007, 01:35:37

Poziom: 0 | Kategoria: Komputerowo-internetowo, Przemyślenia, Ruby on Rails, Studia. | 1 komentarz

W zasadzie skończyłem projekt z baz danych. W aktualnej wersji zadania wysłane przez użytkowników są sprawdzane przez sędziów, jednak cały czas chodzi mi po głowie napisanie automatycznej sprawdzaczki. Problem w tym, że — niestety — nie wiem jak zablokować możliwość otwierania nowych plików i tworzenia nowych wątków lub procesów przez sprawdzany przez sprawdzaczkę program. Próbowałem bawić się ulimitem, którym ustawiam limity czasowe i pamięciowe, ale nie do końca wiem, czy tędy droga. Ustawienie ulimit -n 1 nie działa, podobnie ulimit -u 1.

Jeżeli ktoś z czytających ma jakąś koncepcję — będę wdzięczny za pomoc!

Tagi:

Jestem GhandaL i jestem anonimowym internetowym nałogowcem

26 stycznia 2007, 10:10:58

Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Z życia. | Dodaj komentarz

Od niedzieli do wczoraj byłem pozbawiony internetu. To znaczy nie do końca pozbawiony, ale strata pakietów już na drodze do bramy (jestem w sieci osiedlowej) sięgała poziomu 100%. Powodowało to u mnie walenie pięściami w ścianę, ogólne rozdrażnienie, czy rzucanie przedmiotami. Nie działało praktycznie nic. Codzienne telefony do administratorów kończyły się jeszcze większą frustracją. Odpowiedzi w stylu:

Cały czas walczymy!
Mamy nadzieję, że niedługo to naprawimy.
Jutro powinniśmy się uporać z awarią.

i inne skutecznie potrafiły mnie zdenerwować. Jednak brak sieci jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, jak bardzo uzależniłem się od niej. Pomimo tego, że aby wczytać jakąkolwiek stronę, potrzebowałem nawet dwóch godzin, ja siedziałem jak głupi przed monitorem tylko po to, żeby zobaczyć nagłówki wiadomości lub stronę wykładowcy...

Któryś raz z kolei postanawiam sobie w jakiś sposób ograniczyć lub zmienić sposób korzystania z internetu. Ale myślę, że jest już trochę lepiej -- w końcu jestem świadomy zagrożenia.

Tagi:

Wracam do żywych

21 stycznia 2007, 01:21:24

Poziom: 0 | Kategoria: Komputerowo-internetowo, Przemyślenia, Studia, Z życia. | Dodaj komentarz

Po tygodniowym wycofaniu się z życia spowodowanego zapaleniem zatok przynosowych wracam do świata. Jak zwykle mało czasu, a dużo do zrobienia -- w tym tygodniu przede mną dwa kolokwia, co prawda jedno z nich -- Algorytmy i Struktury Danych -- mogę sobie darować, jednak Prawo w działalności informatycznej mam zamiar zaliczyć. Przynajmniej na 4.0. Poza tym muszę jeszcze trochę powalczyć o lepsze oceny.

W moje ręce wpadło wreszcie Programowanie w języku Ruby. Muszę przyznać, że póki co samo wydanie książki mile mnie zaskoczyło. Jak na razie nie zauważyłem w niej błędów, mam nadzieję, że pozostanie tak do końca. Teraz przede mną nauka i tworzenie w nowym języku, co zaowocuje może jakimś projektem z Programowania obiektowego, jeżeli zdecyduje się na ten przedmiot.

Przy okazji zakupów zauważyłem, że Helion wziął się poważnie za tłumaczenie książek Pragmatycznych Programistów. To dobrze, w końcu wydają oni naprawdę wartościowe pozycje. W lutym wydane mają zostać Przepisy w Ruby on Rails, czyli Rails recipies. Tylko czekać, aż Helion wyda najlepszą książkę techniczną ubiegłego roku, którą mam zamiar wkrótce nabyć.

Tagi:

Kolejny długi weekend

12 stycznia 2007, 12:17:58

Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Studia, Z życia. | Dodaj komentarz

W zasadzie wszystkie przedmioty mam już zaliczone, kończą się wszelkiego rodzaju sprawdziany i kolokwia. Znaczy to mniej więcej tyle, że coraz większymi krokami zbliża się sesja. A wraz z nią skończy się najbardziej leniwy semestr, jaki do tej pory miałem. Zaledwie cztery przedmioty, z czego tak naprawdę tylko dwa, które wymagać będą pracy przed sesją rozleniwiły mnie trochę. Do tego długie weekendy, trwające od czwartku po południu do wtorku z rana... Ach, w przyszłym semestrze już takich luzów nie będzie. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, czyli jeśli zdam wszystkie egzaminy w pierwszym terminie, to ukoronowaniem lenistwa będzie wypad na narty. Pod warunkiem, że spadnie śnieg.

W systemie zapisów odbywa się indykacja, czyli wstępne zapisy na przedmioty w celu zminimalizowania liczby kolizji przy układaniu planu zajęć. Dobrze, że przy okazji zajrzałem do zaktualizowanych danych dot. dotychczasowego przebiegu studiów. Zauważyłem, że w rubryce: punkty zarejestrowane w systemie mam o 7 punktów ECTS za mało. Toż to cały przedmiot! Dzisiaj idę to wyjaśniać do Dziekanatu, przy okazji pytając jak to się stało, że wpisano mi zaliczenie warunkowe pomimo zaliczenia wszystkiego, co było trzeba zaliczyć.

Niedługo sesja, co już pisałem. Jednak po niej przyjdzie znowu semestr, który, mam nadzieję, przyniesie mi dużo pozytywnych nowości. Przede wszystkim kończą mi się obowiązki -- pozostaje tylko Matematyka dyskretna, więc będę mógł skupić się na przedmiotach ciekawszych. Powiem tylko, że planuję wypełnić ten semestr w całości. Na dzień dzisiejszy planuję zapis na:

Na co uda mi się zapisać bez kolizji, jeszcze nie wiem. Ale mam nadzieję, że na wszystko. Mimo wszystko szykuje się pracowity semestr. I tylko szkoda, że w zeszłym roku zaliczyłem Sieci komputerowe, bo zmienił się prowadzący i program wydaje się być ciekawszy.

 

Tagi:

Przełomowy IE7

13 listopada 2006, 00:39:40

Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Z życia. | 1 komentarz

Muszę przyznać, że dziwi mnie postawa Microsoftu, który wydał niedawno nową wersję przeglądarki IE. Gonieni przez konkurencję przyspieszyli prace i zdążyli z jej wydaniem przed premierą Visty, jednak do dnia dzisiejszego nie ma jeszcze polskiej lokalizacji. Bardzo chętnie zainstalowałbym najnowsze IE, jednak nie lubię doinstalowywać lub przeinstalowywać tak ważnych komponentów systemu, ani używać ich w obcej wersji językowej, nawet mimo to, iż angielski nie sprawia mi żadnych problemów. Skoro Microsoft chciał tchnąć nowego ducha w swoją wysłużoną przeglądarkę, co pewnie uczynił, powinien jeszcze postarać się o szybkie przetłumaczenie interfejsu na inne języki, biorąc przykład choćby z Mozilli, która wydała Firefoxa 2.0 od razu z tłumaczeniami.

Z innej beczki: pojawiła się już finalna kompilacja Visty, oznaczona numerkiem 6000. Wersja RTM jest już w tłoczona i za kilka tygodni pojawi się w sklepach. Ciekawe kiedy pojawi się w Internecie...

Tagi:

Dylematy studenta

12 września 2006, 12:44:29

Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Z życia. | 2 komentarze

Niedługo przyjdzie mi dokonać wyboru przedmiotów na zimowy semestr. Mniejsza z tym, że czekają mnie jescze egzaminy i tak w ogóle nie wiem, czy będę studentem studiów magisterskich, czy licencjackich, aczkolwiek wybór i tak mnie nie minie i trzeba zacząć się nad nim zastanawiać. Jednak wśród przedmiotów przewidzianych na semestr zimowy nie widzę zbyt wielu takich, które by mi odpowiadały... Nie liczę obowiązków, bo nawet nie wiem, które będę musiał wybrać -- poczekam z tym na wyniki poprawek.

Aktualnie myślę nad jednym kursem spośród:

Szczerze mówiąc najbardziej odpowiada mi Java, ale nie wiem, czy nie spróbuję Pythona.

Oprócz kursów, które, choć zabierają mnóstwo czasu, dają tylko 3 punkty ECTS, trzeba wybrać coś jeszcze. I tutaj jest już gorzej. Godne zastanowienia są tylko:

Póki co, największe szanse na wybór mają systemy...

Przede mną drugi rok studiowania, więc przydałby się jakiś odchamiacz, stąd Psychologia raczej na pewno znajdzie się w moim planie zajęć. Oprócz tego może jakieś wychowanie fizyczne, czyli pływanie lub wspinaczka i jakimś cudem uzbieram wymaganą ilość punktów.

Jeszcze raz o pomyśle pana Romana

17 lipca 2006, 14:08:40

Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia. | 2 komentarze

Dzisiaj dalszy ciąg sprawy "amnestii" dla tegorocznych maturzystów. Już wiemy, że pan Roman sam wszystko wymyślił i wziął odpowiedzialność na siebie -- swoją drogą niezłę posunięcie, będzie podstawa do odebrania mu stołka przez PiS. Chociaż prawdopodobnie do tego nie dojdzie, bo Andrzejek stanie w obronie Ministra, a te kilkanaście rąk w sejmie chłopakom z PiSu są bardzo potrzebne.

Rektorzy wystosowali list do Prezydenta w sprawie "amnestii", oczywiście sprzeciwiając się tej decyzji. Moim zdaniem jednak, akurat rektorzy nie odczują wcale skutków tej decyzji, co najwyżej do kas uczelni wyższych wpłynie trochę pieniędzy od naiwnych maturzystów, którzy pomyślą, że ich 30% z wszystkich przedmiotów pozwoli im dostać się na jakikolwiek kierunek na jakiejś uczelni o jakiejkolwiek renomie, no, chyba że mówimy o kierunkach typu fizyka techniczna, odlewnictwo czy hutnictwo. A rektorzy uczelni prywatnych powinni zacierać ręce -- przecież te rzesze świerzoupieczonych maturzystów "z odzysku" zapewne będą chciały kontunuować gdzieś naukę. Nie ważne gdzie, ważne, żeby potem otrzymać dyplom licencjata lub, co gorsza, magistra jakiejś Wyszczej Szkoły Strugania Ołówków w Bzdzinach Dolnych i chwalić się, że jest się bezrobotnym, ale z dyplomem. Jak dla mnie już za dużo mamy magistrów bez pracy, dużo lepiej wykształconych niż ludzie, którzy nawey 30% punktów nie potrafili zdobyć (tak, sam zdawałem w zeszłym roku nową maturę i uważam, że przeciętny człowiek o IQ powyżej 90 powinien poradzić sobie z praktycznie każdym przedmiotem maturalnym na poziomie podstawowym, tym bardziej po trzyletniej nauce w liceum).

Ale w takim kraju przyszło nam teraz żyć, że to, czy ktoś zda maturę, czy nie, zależy od widzimisie Ministra... Ja wpadłem na jeszcze inny pomysł, który mógłby rozładować trochę sytuację, chociaż pojęcie "zdał" czy "nie zdał" utraciłoby trochę sensu. Mianowicie dlaczego nie dawać świadectwa każdemu, kto przystąpił do matury? Przecież jeśli ktoś nie zda do następnej klasy, to świadectwo (nie)ukończenia danej klasy otrzymuje (z adnotacją "nie otrzymał promocji..."). Tak samo dajmy każdemu maturzyście świadectwo z wypisanymi faktycznymi wynikami. A to, czy jakakolwiek uczelnia będzie chciała przyjąć w swoje szeregi człowieka z wynikami na poziomie 20-30%, będzie sprawą rektorów i ludzi zajmujących się rekrutacją. Przecież i tak wykształcenie średnie uzyskujemy kończąc szkołę średnią, a nie pisząc maturę.

Jeszcze tylko jeden dzień...

16 lipca 2006, 23:27:43

Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Z życia. | Dodaj komentarz

Już we wtorek opuszczę Polskę. Zacznie się poszukiwanie jakiegoś zajęcia na Wyspach. Prosty zarobek za stronę WWW nie wypalił, co było do przewidzenia. Miejmy nadzieję, że jednak coś się znajdzie i uda mi się zrealizować mój zamierzony cel, czyli zarobię wystarczająco dużo, żeby kupić notebooka i nie męczyć więcej mojej Ani szumem komputera. Wszystko jedno, czy będę wykładowcą chemii w supermarkecie, czy pracownikiem oddziału sprzątającego w jakimś punkcie gastronomicznym. Ciesze się niezmiernie, że nie jadę sam, tylko z Anią, pomimo tego, że jadę będę mieszkał u mojego brata.

Ale to wszystko we wtorek, a przed tym czeka mnie mnóstwo rzeczy, których nie cierpię. Przede wszystkim wizyta u dentysty - może uda się odratować złamanego zęba i obejdzie się bez rwania... Poza tym, oczywiście, nie mam pojęcia co ze sobą zabrać, w co się spakować, itp. Jak zwykle pewnie będę o tym rozprawiał cały dzień (już dzisiaj zacząłem), a ostatecznie spakuje wszystko w pięć (no, może dziesięć) minut.

Tak, czy inaczej, jutro ostatni dzień jako takich "wakacji" i trzeba to wykorzystać. Nawet, jeśli miałbym wracać na tarczy za parę tygodni z pustym portfelem.

Tagi:

Sieroty i wdowy

14 lipca 2006, 00:07:33

Poziom: 1 | Kategoria: Przemyślenia. | Dodaj komentarz

Przeglądając poprzedni wpis zauważyłem jedną niepokojącą, dla mnie przynajmniej, rzecz. Mianowicie niekontrolowane literki typu "i", "w", które zostają na końcu wiersza. Wiem, wiem, że rozwiązanie tego problemu jest banalnie proste i wystarczy wrzucić za taką sierotkę &nbsp, czyli niełamliwą spację, ale dla człowieka leniwego, jakim niewątpliwie jestem, to za dużo pisania. Trzeba będzie dopisać skrypt, który skontroluje to za mnie.

Tagi: