Poziom: 0 | Kategoria: Komputerowo-internetowo, Studia, Z życia. | 2 komentarze
Ostatnio zapragnąłem połączyć się moim notebookiem z komputerem znajomego przez stworzoną na te potrzeby siecią typu ad-hoc. Niestety po ponad godzinnej walce poddaliśmy się. Pomimo tego, że komputery znajdowały się w bliskim sąsiedztwie, a siła i jakość sygnału była znakomita, nijak nie dało się uzyskać stabilnego połączenia. Pingi szalały -- średnio 50% ginęło, reszta wahała się w granicach 3-65ms... Myślałem, że może jest to wina szyrfowania, ale zupełnie niezabezpieczona sieć działała tak samo, zarówno pod Windowsem, jak i pod Linuxem. Jednym słowem WiFI śmierdzi!.
Poziom: 0 | Kategoria: Z życia. | 4 komentarze
Po długim okresie oczekiwania dostałem wreszcie upragniony formularz P45, który, mam nadzieję, pozwoli mi odzyskać nadpłacony w UK podatek. W związku z tym mam pytanie, czy ktoś wie, w jaki sposób można skutecznie i w miarę szybko odzyskać nadpłacony na Wyspach podatek?
Poziom: 0 | Kategoria: Z życia. | Dodaj komentarz
Nareszcie jogger stał się bardziej dostępny z poziomu bota. Muszę przyznać, że do tej pory nie korzystałem z bota jako narzędzia do dodawania wpisów właśnie dlatego, że brakowało mi możliwości ustawienia bardziej szczegółowych opcji typu tytuł, kategoria, tagi, itp. W połączeniu z wprowadzeniem trackbacka i textile jogger stał się dla mnie bardziej funkcjonalny. Może nie będę się jednak przenosił na Typo...
Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Z życia. | 1 komentarz
Muszę przyznać, że dziwi mnie postawa Microsoftu, który wydał niedawno nową wersję przeglądarki IE. Gonieni przez konkurencję przyspieszyli prace i zdążyli z jej wydaniem przed premierą Visty, jednak do dnia dzisiejszego nie ma jeszcze polskiej lokalizacji. Bardzo chętnie zainstalowałbym najnowsze IE, jednak nie lubię doinstalowywać lub przeinstalowywać tak ważnych komponentów systemu, ani używać ich w obcej wersji językowej, nawet mimo to, iż angielski nie sprawia mi żadnych problemów. Skoro Microsoft chciał tchnąć nowego ducha w swoją wysłużoną przeglądarkę, co pewnie uczynił, powinien jeszcze postarać się o szybkie przetłumaczenie interfejsu na inne języki, biorąc przykład choćby z Mozilli, która wydała Firefoxa 2.0 od razu z tłumaczeniami.
Z innej beczki: pojawiła się już finalna kompilacja Visty, oznaczona numerkiem 6000. Wersja RTM jest już w tłoczona i za kilka tygodni pojawi się w sklepach. Ciekawe kiedy pojawi się w Internecie...
Poziom: 1 | Kategoria: Web Design, Z życia. | Dodaj komentarz
Prawdopodobnie w najbliższej przyszłości przeprowadzę się z joggera na swój własny, autorski lub specjalnie do moich potrzeb przystosowany system blogowy. Nauka Ruby on Rails trwa. Zaczynam rozumieć założenia wzorca MVC i muszę przyznać, że coraz lepiej i milej pisze mi się w RoR.
Poziom: 0 | Kategoria: Z życia. | Dodaj komentarz
Tegoroczne wakacje spędziłem pracowicie, zarabiając pieniądze w Wielkiej Brytanii. Jak przystało na uczciwego człowieka, zapragnąłem zarejestrować się w Working Registration Scheme, czyli systemie rejestracji pracowników Urzędu Imigracyjnego Wielkiej Brytanii. W mojej ocenie rejestracja ta ma na celu tylko i wyłącznie ściągnięcie swego rodzaju 'myta' od obywateli nowych państw członkowskich Unii Europejskiej. Aby zarejestrować się, trzeba wypełnić stosowny formularz, przygotować list od pracodawcy, dwa zdjęcia paszportowe, dowód osobisty lub paszport oraz wpłacić 70 funtów na konto Home Office. Całe szczęście płatność można zrealizować kartą kredytową. Wszystkie dokumenty wysyłamy pocztą.
Pierwszym problemem okazała się umiejętność czytania, którą posiadają urzędnicy. Na potwierdzeniu otrzymanej wpłaty, przekręcona została litera mojego drugiego imienia. Fakt, może ja niewyraźnie piszę drukowane litery, jednak dane w paszporcie są łatwe do przeczytania. Po rozmowie telefonicznej z przedstawicielem Home Office, dowiedziałem się, że nic się nie stało, ponieważ to tylko potwierdzenie i że przed wygenerowaniem właściwych dokumentów dane są weryfikowane z dokumentem tożsamości. Według zapewnień Home Office, czas oczekiwania na rozpatrzenie wniosku wynosi zwykle nie dłużej niż dwa tygodnie. Ku mojemu zdziwieniu, pozwolenie na pracę u mojego pracodawcy otrzymałem przed upływem dwóch tygodni. Jednak tutaj znowu pojawił się problem. Tym razem, choć nie mogłem stwierdzić, czy moje imie zostało poprawione - na dokumencie widniało tylko pierwsze - data urodzenia została wymyślona w niepojęty dla mnie sposób. Nic się w niej nie zgadzało. Myślałem, że można jakimś cudem przekręcić cyferkę, zrobić 3 z 8 lub coś podobnego. Tutaj wszystko było nie tak. Dzień, miesiąc i rok były zupełnie wyssane z palca.
Tym razem jednak nie dzwoniłem już do Home Office wyjaśniać tej sprawy, ponieważ zbliżał się termin zakończenia mojej wakacyjnej pracy i powrotu do Polski. Pomyślałem, że przed przysłaniem imiennej karty rejestracyjnej ze zdjęciem wszystko zostanie sprawdzone raz jeszcze i poprawione. Jednak napotkałem kolejny problem. Tym razem dostałem list (z poprawionym już drugim imieniem), że w moim podaniu brakuje zdjęć. Doszedłem do wniosku, że zdjęcia robione u jakiegoś pana w aptece zwykłym Polaroidem mogły się urzędnikom nie spodobać z powodu nadmiaru flasha. Zrobiłem więc nowy komplet zdjęć, tym razem nie ufając człowiekowi, tylko maszynie. Nowe zdjęcia wysłałem praktycznie w ostatniej chwili przed powrotem do Polski.
Myślałem, że na tym skończy się moja przygoda z Home Office. Jednak kilka dni po powrocie do Polski dowiedziałem się, że przyszedł do mnie kolejny list! Tym razem brakowało... listu od pracodawcy (sic!), z którego dane widniały na certyfikacie, który otrzymałem kilka tygodni wcześniej. Niewiele myśląc zdecydowałem się napisanie listu, w którym wyjaśniam, że ów list powinien się znajdować w urzędzie, skoro dane z niego zostały już użyte. Jednak gdyby list od mojego byłego już pracodawcy w jakiś sposób zniknął, poprosiłem o anulowanie całego podania i wysłałem list z prośbą o zwrócenie opłaty na konto karty kredytowej lub moje angielskie konto. Czekam teraz na odpowiedź i - szczerze mówiąc - nie jest już dla mnie ważne, czy podanie zostanie rozpatrzone, czy nie...
Poziom: 0 | Kategoria: Komputerowo-internetowo, Techblog, Z życia. | 6 komentarzy
Ponieważ nudze się niesamowicie, nareszcie zrobiłem to, co chciałem od dawna, czyli współdzielenie ciastek i zakładek w Firefoxie między dwoma systemami w moim notebooku. Zdaje sobie sprawę, że Ameryki nie odkryłem oraz że sposób, który wykorzystałem jest banalny, jednak efekt mi się podoba. Jeśli ktoś chciałby zrobić to samo, służę pomocą.
Wymagania: Windows i Linux oraz partycja FAT z uprawnieniami odczytu i zapisu zamontowana pod Linuxem, na której znajduje się profil Firefoxa w wersji Windows. Cała zabawa sprowadza się, do podlinkowania plików cookies.txt, odpowiedzialnego za przechowywanie ciastek oraz bookmarks.html, czyli plik z zakładkami, do katalogu przechowującego profil Firefoxa w wersji Linuxowej. Pod Linuxem przechodzimy do katalogu z profilem Firefoxa (zwykle ~/.mozilla/firefox/<numerki>) i w konsoli wpisujemy (po uprzednim usunięciu plików cookies.txt i bookmarks.html):
ln -s /sciezka/do/pliku/na/partycji/fat/cookies.txt
ln -s /sciezka/do/pliku/na/partycji/fat/bookmarks.html
Od tej pory możemy cieszyć się współdzielonymi ciastkami i zakładkami. O plusach tego rozwiązania nie musze chyba nikomu pisać.
Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Z życia. | 2 komentarze
Niedługo przyjdzie mi dokonać wyboru przedmiotów na zimowy semestr. Mniejsza z tym, że czekają mnie jescze egzaminy i tak w ogóle nie wiem, czy będę studentem studiów magisterskich, czy licencjackich, aczkolwiek wybór i tak mnie nie minie i trzeba zacząć się nad nim zastanawiać. Jednak wśród przedmiotów przewidzianych na semestr zimowy nie widzę zbyt wielu takich, które by mi odpowiadały... Nie liczę obowiązków, bo nawet nie wiem, które będę musiał wybrać -- poczekam z tym na wyniki poprawek.
Aktualnie myślę nad jednym kursem spośród:
Szczerze mówiąc najbardziej odpowiada mi Java, ale nie wiem, czy nie spróbuję Pythona.
Oprócz kursów, które, choć zabierają mnóstwo czasu, dają tylko 3 punkty ECTS, trzeba wybrać coś jeszcze. I tutaj jest już gorzej. Godne zastanowienia są tylko:
Póki co, największe szanse na wybór mają systemy...
Przede mną drugi rok studiowania, więc przydałby się jakiś odchamiacz, stąd Psychologia raczej na pewno znajdzie się w moim planie zajęć. Oprócz tego może jakieś wychowanie fizyczne, czyli pływanie lub wspinaczka i jakimś cudem uzbieram wymaganą ilość punktów.
Poziom: 0 | Kategoria: Komputerowo-internetowo, Z życia. | 14 komentarzy
Nabyłem w końcu to, na co pracowałem w tym roku, czyli laptopa (lub notebooka -- jak kto woli). Po ponad tygodniu poszukiwań i przeglądaniu kilkudziesięciu ofert z parunastu sklepów wybr padł na model ASUS A6Jc-Q005H w wersji brytyjskiej (ten sam model w Polsce ma dosyć mocno obcięte parametry). Chociaż nie jestem do końca zadowolony z matrycy, jednak muszę przyznać, że sama konfiguracja i jej stosunek do ceny odpowiadają mi bardzo. A specyfikacja mojego nowego cudeńka jest następująca:
Do wyboru miałem jeszcze Toshibe Satellite P100-227, jednak układ jej klawiatury skutecznie odstraszył mnie od zakupu (w dodatku z Toshibą miałbym 1 rok gwarancji, zamiast dwóch oraz gorsze parametry). Pozostaje tylko czekać na zakupiony kabel do zasilacza z europejską wtyczką oraz przejściówkę LPT-USB do mojej zabytkowej drukarki. Czy dobrze wybrałem? Czas pokaże. Myślę jednak, że do kodzenia i słuchania muzyki sprzęt jest wystarczający
Poziom: 1 | Kategoria: Z życia. | Dodaj komentarz
Niestety moja strona domowa jest w tej chwili niedostepna. Nie wiem, kiedy powroci -- najpierw musze podlaczyc sobie broadband w UK. Mam nadzieje, ze nastapi to niebawem.
Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Z życia. | Dodaj komentarz
Już we wtorek opuszczę Polskę. Zacznie się poszukiwanie jakiegoś zajęcia na Wyspach. Prosty zarobek za stronę WWW nie wypalił, co było do przewidzenia. Miejmy nadzieję, że jednak coś się znajdzie i uda mi się zrealizować mój zamierzony cel, czyli zarobię wystarczająco dużo, żeby kupić notebooka i nie męczyć więcej mojej Ani szumem komputera. Wszystko jedno, czy będę wykładowcą chemii w supermarkecie, czy pracownikiem oddziału sprzątającego w jakimś punkcie gastronomicznym. Ciesze się niezmiernie, że nie jadę sam, tylko z Anią, pomimo tego, że jadę będę mieszkał u mojego brata.
Ale to wszystko we wtorek, a przed tym czeka mnie mnóstwo rzeczy, których nie cierpię. Przede wszystkim wizyta u dentysty - może uda się odratować złamanego zęba i obejdzie się bez rwania... Poza tym, oczywiście, nie mam pojęcia co ze sobą zabrać, w co się spakować, itp. Jak zwykle pewnie będę o tym rozprawiał cały dzień (już dzisiaj zacząłem), a ostatecznie spakuje wszystko w pięć (no, może dziesięć) minut.
Tak, czy inaczej, jutro ostatni dzień jako takich "wakacji" i trzeba to wykorzystać. Nawet, jeśli miałbym wracać na tarczy za parę tygodni z pustym portfelem.
Poziom: 1 | Kategoria: Z życia. | Dodaj komentarz
Praktycznie rzecz ujmując, jestem na wakacjach. Jednak jak można nazwać wakacjami okres, w którym, teoretycznie, powinienem uczyć się do wrześniowych egzaminów i za tydzień wylatuję szukać pracy w UK... Ale póki co robię to, co lubię najbardziej, czyli nic.
W tak zwanym międzyczasie, będę próbował stworzyć jeden lub więcej projektów, mam ochotę napisać klienta poczty w PHP i generatora stron. Ale co z tego wyjdzie, czas pokaże.