Poziom: 0 | Kategoria: Muzyka, Przemyślenia, Z życia. | Dodaj komentarz
W tym roku po raz pierwszy miałem przyjemność uczestniczyć w Off Festivalu w Mysłowicach.
Jeżeli chodzi o miasto oraz organizację festiwalu, to mam kilka rzeczy, które mi się całkowicie nie podobały. Po pierwsze i chyba najważniejsze, pole namiotowe jest za daleko od scen i całego Słupna Park. Owszem, można skrócić sobie drogę przechodząc nieoficjalną drogą przez tory i nasyp kolejowy, ale nie jest to rozwiązanie dobre. A 20-minutowa podróż z biwaku na teren festiwalu to jednak dla mnie trochę za dużo. Przydałoby się poszukać innego miejsca, może na terenie samego parku?
Kolejną sprawą było oznakowanie. Chociaż słyszałem, że ok. 15 w piątek było oznakowanie na dworcu PKP, o tyle ja, przyjeżdzając do Mysłowic dopiero w okolicach godziny 21 nie zauważyłem żadnych znaków kierujących mnie krótszą drogą na pole namiotowe, w związku z czym nadkładałem drogi i zamiast 10 minut spędziłem ok. 30 na maszerowaniu z osprzętem turystycznym.
Co do gastronomii, nie była ona rewelacyjna. Po pierwsze kolejki, kolejki, kolejki. Poza tym sam asortyment też nie był zbyt szeroki.
Pochwalić mogę namioty z płytami — całkiem niezłe zaopatrzenie i duży plus za płytę Polpo Motel. Namiot trójkowy zrobił promocję na Offensywę vol. 3, co też się chwali.
Jeżeli chodzi o sceny i sam festiwal, to uważam, że scen było w sam raz, nie były też zbytnio od siebie oddalone, chociaż myślę, że scena leśna była nieco za blisko sceny głównej, co powodowało niekiedy nakładanie się dźwięków koncertu na scenie leśnej z dźwiękami z prób na scenie głównej.
Przejdźmy do najważniejszej części — muzyki, której było dużo i dobrze. Bardzo żałuję, że nie mogłem przyjechać w piątek rano, bo ominęły mnie koncerty zespołów, na których zobaczeniu i usłyszeniu mi zależało — New York Crasnals, Kawałek Kulki, Lutosphere, Dick4Dick, Budyn i Sprawcy Rzepaku czy of Montreal. W zasadzie pierwszy dzień festiwalu rozpocząłem od koncertu zespołu Hey. Poniżej kilka słów o najciekawszych moim zdaniem zespołach.
Myślę, że nie ma co dużo mówić o Kasi i zespole. Jedyne, co mogę podkreślić i co mi się bardzo podobało, to fakt, że mogłem usłyszeć piosenki, których nie słychać na koncertach (np. Morf&Na). Bardzo ciekawe aranżacje (chociaż po koncercie unplugged w Romie nic już nie będzie takie samo). Jedyny mankament dla mnie, to zbyt duża ilość piosenek z mojego nie najbardziej ulubionego albumu "Music, Music", chociaż, jak to Kasia określiła, grali to, co lubią i chwała im za to!
Jestem niezmiernie zaniepokojony faktem, że praktycznie nie pamiętam tego koncertu, a jak to wiele ludzi podkreśla był to jeden z najlepszych koncertów tegorocznego Off-u. Pamiętam tylko tyle, że muzyka zespołu Caribou podobała mi się...
Tutaj się bardzo zawiodłem. Nie znałem niczego z repertuaru tego zespołu. Spodziewałem się cudownej dla uszu muzyki, a dostałem smętne kawałki, do tego wszystkie podobne do siebie i grane praktycznie w jednym tempie. Nie wysiedziałem do końca, bo nie mogłem więcej słuchać. Technicznie ok, ale jakoś mnie nie porwali.
Świetni! Zlokalizowałem już ich płytę i będzie moja! (dla chętnych jest dostępna w Merlinie). Granie the Poise Rite przypomina mi nieco Interpol. Dużo gitary, przyjemny wokal.
Duże zaskoczenie. Słyszałem wcześniej ich jeden kawałek na Offsesjach. Dużo improwizacji na scenie, ciekawy zestaw instrumentów i zabawa dźwiękiem. Trzeba będzie zaopatrzyć się w płytę i wyszukiwać ich koncertów w okolicy.
Miałem nie pisać o Czesławie, jednak napiszę. Grał tym razem bez akordeonu, który nie dojechał z powodu opóźnienia pociągu. Bardzo zaskoczyły mnie tłumy i reakcje publiczności na Czesława. Szczerze mówiąc jest to dla mnie fenomen. Sam koncert ciekawy, też ze względu na brak akordeonu i więcej aranżacji na klawisze. Czesław przez cały czas popijał piwko, co odbiło się, niestety na jego grze, szczególnie na scenie MySpace.
Kolejny świetny show. Pan James nie jest już nastolatkiem, ale to nie przeszkadzało mu w szaleństwach na scenie. Bardzo ciekawe podejście do jazzu. Troche funk, trochę punk. Kto nie słuchał, niech żałuje!
Do tego koncertu byłem trochę sceptycznie nastawiony. Jednak już po pierwszych taktach Lao Che porwało mnie i do samego końca koncertu (który nieco się przedłużył) bawiłem się wybornie. Myślę, że muzyki Lao Che nie trzeba przedstawiać (w sumie było to jeden z mniej offowych zespołów na off-ie).
Na koniec nieco psychodeliczny kąsek w wydaniu dwóch genialnych raperów. Świetne połączenie elektroniki ze smyczkami, dobrze zarapowane, a do tego ciekawa, momentami mocna oprawa wizualna sprawiły, że pomimo późnej godziny czułem się świetnie, nawet pomimo faktu, że powstałem dzięki ekskramentom sinic.
Podsumowując, bardzo się cieszę, że pojechałem na Off. Poznałem dużo świetnych zespołów i posłuchałem dobrej muzyki. W przyszłym roku też raczej się pojawię. Miejmy tylko nadzieję, że następny Off będzie przebiegał w nieco bardziej przyjemnych warunkach pogodowych.
Poziom: 0 | Kategoria: Muzyka, Przemyślenia, Z życia. | 12 komentarzy
Do rąk moich nareszcie zawitała płyta oczekiwana od 10 września, czyli od pewnego koncertu w Teatrze Roma w Warszawie — MTV Hey Unplugged. Powiem tyle, wiedziałem, że to hit, bo przecież w końcu byłem na tym koncercie, ale teraz mogę powiedzieć to jeszcze raz!
Od samego początku płyta przywołuje pozytywne emocje związane z koncertem. Żałuję jednak, że na płycie ani na DVD nie znalazła się piosenka "Byłabym", swoją drogą chyba wiem, dlaczego. Ale zacznijmy od początku:
Wygląda na to, że przez najbliższy czas płyta Unplugged będzie najczęściej przeze mnie odsłuchiwaną! Czekam tylko na wersję z DVD, aby posłuchać całości razem z obrazem i poszukać siebie na widowni.
Poziom: 0 | Kategoria: Z życia. | 1 komentarz
Dawno nic nie napisałem, a w październiku dosyć dużo się działo. Ostatni wpis traktował o Dialog Festivalu, konkretnie o Giselle. Oprócz Giselle miałem okazję oglądać na scenach Wrocławskiego Teatru Współczesnego adaptację Oresteji w reżyserii Jana Klaty.
Oprócz teatru, październik obfitował w wydarzenia muzyczne. Pierwszym z nich był koncert Tam Tam Project, Kapeli ze Wsi Warszawa oraz Kasi Nosowskiej. Koncert odbył się w Wytwórni Filmów Fabularnych. Sala wielka, ale lubię koncerty, które się w niej odbywają. zaprezentował trochę polsko-afrykańskich brzmień z dużą ilością djembe.
Większe emocje i wyższe ciśnienie wywołała Kapela ze Wsi Warszawa, która swoimi aranżacjami rozgrzała atmosferę i wypełniła przestrzeń przed sceną ludźmi (trzeba dodać, że na tym koncercie sala wypełniona była krzesłami). Brzmienia cymbałów, skrzypiec, wiolonczeli czy drumli wywoływały pozytywne wibracje w mej głowie.
Jednak gwiazdą wieczoru była oczywiście Kasia Nosowska. Kasia zaprezentowała niezwykle bogatą, jak na siebie, choreografię i bujała się rytmicznie podczas śpiewania. Zabrzmiały w większości utwory z nowej płyty Unisexblues, chociaż nie zabrakło "Jeśli wiesz, co chcę powiedzieć" i innych starszych kawałków. Ustawiłem się w strategicznym miejscu z moim aparatem w nadziei, że uda mi się zrobić kilka dobrych fotek, jednak, niestety, stanąłem w takim miejscu przy samej scenie, że miałem przed sobą mikrofon na statywie, a dopiero za nim Kasię. Stąd na wszystkich prawie zdjęciach Kasię zasłania mikrofon. Szans na zmianę miejsca oczywiście nie było — przestrzeń przed sceną była wypełniona do ostatnich milimetrów.
Kolejny dzień, kolejny koncert. W niedzielę, 21 października miałem okazję, po raz pierwszy, być na koncercie Anny Marii Jopek. Wydarzenie przecudowne, Ania, jak i goście nieziemscy. Słuchałem płyt Ani z Mino Cinelu, czy Richardem Boną. Nie znałem jednak możliwości głosu Dhafera Youssefa. Nie wierzyłem, że można wydobywać z siebie takie dźwięki! Oprócz zapowiedzianych gości na scenie pojawił się również Henryk Miśkiewicz, który "przyjechał zagłosować i wpadł na koncert" i ubogacił warstwę muzyczną brzmieniem saksofonu. Zabrzmiały utwory z płyt Ani, ale również z repertuaru Mino Cinelu (plus świetna solówka na trójkącie), Richarda Bony, który miał swój koncert kilka chwil później w tym samym miejscu i Dhafera Youssefa. Mam nadzieję, że to nie był ostatni koncert Anny Marii Jopek, na którym byłem.
Listopad również zapowiada się ciekawie — Carrantuohill, COMA, The Car is on Fire to tylko część koncertów, z cyklu must-see, które odbędą się we Wrocławiu w tym miesiącu. Jest tylko jeden problem — skąd brać fundusze na te wszystkie atrakcje...
Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Z życia. | Dodaj komentarz
Dialog Festival dobiega powoli końca. Dzisiaj zawitałem na świetnej sztuce (balecie?) Michaela Keegan-Dolan pod tytułem Giselle wystawianego przez Fabulous Beast Dance Theatre. Wrażenia po prostu niesamowite! Surowa scenografia, niesamowita gra aktorska i taniec... Kto nie był niech żałuje! Chyba największe wrażenie wywarła na mnie scena, podczas której umarłe dusze przenikały do świata żywych.
Giselle opowiada o legendzie spisanej w oryginale przez Heinricha Heine o dziewczynie zamienionej w rusałkę-willidę. Akcja przeniesiona została jednak do prowincjonalnego irlandzkiego miasteczka Ballayfeeny i osadzona w bardziej współczesnych czasach.
Spektakl został nagrodzony owacjami na stojąco. Kto chciałby zobaczyć fragment tego, co stracił, zapraszam na stronę Fabulous Beast Dance Theatre — można zobaczyć fragmenty Giselle i innych produkcji tegoż teatru.
Poziom: 0 | Kategoria: Muzyka, Przemyślenia, Z życia. | 5 komentarzy
Właśnie wróciłem z Warszawy. Jak pisałem wcześniej wygrałem wejściówkę na koncert MTV Unplugged Hey. Moje szczęście było jednak podwójne, a może nawet potrójne, ponieważ w sumie dysponowałem trzema biletami! W związku z tym, nie byłem na koncercie sam.
Widowisko, które przygotowała Kasia wraz z zespołem oraz ekipą MTV było niesamowite. Zupełnie nowe aranżacje utworów brzmiały cudownie. Razem z Kasią oraz setem akustycznym Marcina, Jacka i Pawła muzykę tworzyły instrumenty klawiszowe, puzon, trąbka, skrzypce, wiolonczele, akordeon, lira korbowa oraz dodatki perkusyjne. Na klawiszach grał Marcin Macuk — muszę przyznać, że nie znałem od tej strony członków Pogodna, Marcin ma niesamowitą energię, nie widziałem jeszcze człowieka tak wyluzowanego na scenie i grającego z taką radością.
Razem z Heyem wystąpili goście, których w życiu bym się nie spodziewał. Myśląc o tym, kogo Kasia mogła zaprosić, przede wszystkim miałem na myśli Edytę Bartosiewicz. Jednak moje przeczucia były błędne — na koncercie pojawiła się Agnieszka Chylińska. Drugim gościem na wokalu był frontman wymienionego wcześniej Pogodna — Jacek "Budyń" Szymkiewicz.
To, co można było usłyszeć w Teatrze Roma brzmiało zupełnie inaczej od tego, do czego przyzwyczaiły nas "zwyczajne" koncerty i płyty. Fenomenalny "Teksański" w wersji country do teraz siedzi mi w głowie.
Już w tej chwili nie mogę się doczekać momentu, aż w sklepach pojawi się DVD z tego koncertu. Niestety retransmisji w MTV nie zobaczę, bo będę już we Wrocławiu, gdzie, niestety, nie mam MTV.
Poziom: 0 | Kategoria: Muzyka, Z życia. | Dodaj komentarz
Szykuje się niemała gratka dla miłośników zespołu Hey. 10 września w warszawskim teatrze Roma odbędzie się nagranie koncertu MTV Hey Unplugged. Bilety na ten koncert nie są dostępne w sprzedaży. Jedyną możliwością ich otrzymania jest udział w konkursach i loteriach organizowanych przez zespół oraz MTV.
Ponieważ darzę sympatią Hey, zgłosiłem swój udział w losowaniu zaproszeń, niestety pojedynczych, na stronie zespołu. I udało się! Będzie się działo! Retransmisja koncertu na antenie MTV zapowiadana jest, zdaje się, na październik. W październiku mają ukazać się również płyty CD/DVD z tegoż nagrania.
Niestety jadę sam, moja Ania nie wylosowała biletu, a jak już wspomniałem nie da się tych biletów kupić, ani odstąpić — są imienne. Jedyną szansą jest jeszcze konkurs MTV, którego wyniki będą 9. września.
Poziom: 0 | Kategoria: Komputerowo-internetowo, Z życia. | 15 komentarzy
Za trochę ponad miesiąc kończy mi się hosting na Dreamhost. Ważność traci również domena. Ponieważ ok. $120 za przedłużenie ważności konta na kolejny rok to dla mnie dużo, szczególnie, że nie hostuję niczego wielkiego, tylko drobne prywatne serwisy i projekty, rozglądam się za nowym miejscem.
Po wstępnym przejrzeniu rynku wyselekcjonowałem trzech usługodawców. Przede wszystkim zależy mi na tym, by na hostingu była obsługa Ruby on Rails oraz dostęp do shella przez SSH. Przydałaby się również baza PostgreSQL, jako że jest lepsza od mySQL. Problem w tym, że nie znalazłem wielu opinii o tych usługodawcach, szczególnie o działaniu RoR.
Tak więc mam kilka dni na podjęcie decyzji i nie wiem na co się zdecydować. A może jest ktoś, kto mógłby podzielić się wiadomościami na temat wyżej wymienionych hostingów lub zaproponować coś innego w cenie powiedzmy do $7 za miesiąc?
Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Z życia. | 1 komentarz
Microsoftowi stuknęło 15 lat działalności w Polsce. Z tej okazji wydana została jubileuszowa edycja specjalna Microsoft Office 2007 dla użytkowników domowych sprzedawana za 199zł brutto.
Uważam, że jest to dobry krok Microsoftu w stronę potencjalnych użytkowników. Ja skusiłem się na tę promocję, przy okazji w pełni legalizując oprogramowanie na moim komputerze. Myślę jednak, że cena na takim poziomie powinna się utrzymać. Na pewno przyczyniłoby się to do zwiększania rzeszy legalnych użytkowników MS Office.
Dobrym pomysłem byłoby utworzenie takich pakietów rodzinnych nie tylko dla Office'a, ale również dla Windowsów — na wzór pakietów systemu Mac OS X, który możemy kupić w wersji rodzinnej na 5 stanowisk. Sam mam w domu 5 komputerów (3 używane) i możliwe, że byłbym zainteresowany zakupem pięciopaku licencyjnego. W tej chwili używam systemu zdobytego przez udział w programie MSDN AA.
Pewnie zaraz posypie się worek z uwagami, że OO jest darmowy i w ogóle jest super. Ja jednak muszę przyznać, że do tej pory używałem Star Office'a, OpenOffice'a i żaden z nich nie dorasta do pięt produktowi z Redmond. Przy okazji interfejs Office 2007 mnie bardzo pozytywnie zaskoczył.
Poziom: 0 | Kategoria: Z życia. | Dodaj komentarz
Będzie trochę prywaty.
Już w poniedziałek nareszcie pojadę w moje ukochane Bieszczady z moją ukochaną Anią. Powód do radości podwójny, bo przy okazji nie będę musiał gnieść się w pociągu ani w autobusie, tylko sam będę sobie sterem, tzn. Ania nabyła samochód i do Wetliny pojedziemy właśnie nim.
Chociaż w Bieszczadach będziemy zaledwie kilka dni, to plan wędrówek jest dosyć napięty. Ponieważ mieliśmy roczną przerwę w chodzeniu po bieszczadzkich szlakach, postanowiliśmy w te parę dni odwiedzić najpiękniejsze, naszym zdaniem, odcinki.
Nie ustalaliśmy jeszcze dokładnej kolejności wędrowania, jednak w planie są następujące miejsca:
Trasy zapowiadają się ciekawie. Mam tylko nadzieję, że pogoda nam dopisze i uda się zrealizować wszystkie punkty w całości. A po pobycie w górach, chyba wpadniemy na dzień-dwa nad Solinę, pewnie do Polańczyka, jak przed laty.
Przy okazji wyjazdu, stanie się coś bardzo ważnego dla mnie, ale o tym może później, aby nie zapeszać.
Poziom: 0 | Kategoria: Z życia. | 4 komentarze
Przedwczoraj, 19. lipca, rozpoczęła się we Wrocławiu siódma edycja festiwalu Era Nowe Horyzonty. Po raz pierwszy dane jest mi w nim uczestniczyć. Gdybym wiedział, że będzie aż tyle ciekawych filmów do obejrzenia, nie wahałbym się ani minuty przed kupnem karnetu. Jednak przegapiłem czas sprzedaży karnetów i teraz muszę przypłacić to większym ubytkiem w portfelu (karnet na cały festiwal kosztował 250zł, podczas gdy bilet na jeden seans kosztuje 13-15zł, w zależności od ilości kupowanych biletów).
Festiwal otworzył tegoroczny zdobywca Złotej Palmy w Cannes — "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni" . Obraz przedstawiający parę chwil z życia młodych studentek z Ruminii, decydujących się na nielegalną aborcję. Osobiście film nie wywarł na mnie piorunującego wrażenia, choć przyznam, że mi się podobał. Jeżeli ktoś będzie zainteresowany, to film ten trafi do polskich kin już w październiku.
W drugim, a w zasadzie pierwszym dniu festiwalowym — 20 lipca — oglądałem jeszcze bardzo dobry film reżyserii Sama Garbarskiego — "Irina Palm" , przedstawiający losy wdowy Maggie, która próbując zdobyć pieniądze na leczenie wnuka zatrudnia się w nocnym klubie jako "hostessa". Po krótkim czasie zamienia się w Irinę Palm, która deklasuje wszystkie rywalki i sprawia, że mężczyźni czekają w długich kolejkach, aby skorzystać z jej usług.
Miłym akcentem na koniec dnia był pokaz filmu na Rynku. Film pod tytułem "Prywatne lęki w miejscach publicznych" to ciepła opowieść o samotności, poszukiwaniu miłości i niepewności. Pomimo wszechobecnych komarów i odgłosów kawiarni i ogródków piwnych uważam ten seans za bardzo udany.
W sobotę byłem na dwóch seansach konkursowych, które, niestety, mnie rozczarowały. Pierwszy z nich — "Samotność" — pomimo nienagannej gry aktorskiej okazał się strasznie nudny. Z trudem dotrwałem do końca.
Drugi seans — obraz "Do Ciebie, człowieku" szwedzkiego reżysera Roya Anderssona już trochę lepszy, jednak również nie zachwycił.
Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Z życia. | Dodaj komentarz
Mogę śmiało powiedzieć, że zaczęły się wakacje. Chociaż oczekuję jeszcze wyników jednego egzaminu, jednak mam nadzieję, że w tym roku ominie mnie kampania wrześniowa. Zatem skoro mam tak dużo czasu, należałoby zrobić z nim coś sensownego.
Póki co nudzę się, ale cóż można robić w małym miasteczku podczas deszczowej pogody. Jednak już niedługo zapowiada się parę atrakcji.
Już w przyszłym tygodniu czeka mnie SLOT. Będę tam po raz pierwszy. Mam nadzieję, że uda mi się dostać na interesujące mnie warsztaty, a jest ich trochę. Ufam również, że na polu namiotowym znajdę trochę więcej miejsca niż 2m2.
Po powrocie ze SLOT-u zostaję jeszcze przez jakiś czas we Wrocławiu. Powodem jest uczta kinomanów — festiwal Era Nowe Horyzonty. Chociaż nie kupiłem karnetu, z pewnością odwiedzę kilkanaście, a może i więcej, seansów. I wiem, że raczej nie będę się na nich nudził.
Jako że wakacje są długie, pozostanie mi zapewne czas na dokształcanie się — Agile Web Development in Rails już czeka na półce, odłożona na nią z powodu egzaminów. Przy okazji podrasuję może trochę projekt z baz danych, a może napiszę coś większego?
Poziom: 0 | Kategoria: Muzyka, Z życia. | 1 komentarz
Nareszcie do rąk mych trafiła płyta zespołu grającego muzykę irlandzką i celtycką Beltaine. Płyta Rockhill została uznana za najlepszą płytę folk roku 2004 w plebiscycie Wirtualne Gęśle, współorganizowanym przez Polskie Radio.
Płyta Beltaine jest, niestety, praktycznie nieosiągalna w żadnym sklepie. Jedyną możliwością zakupu jest sklepik na stronie zespołu lub zakup podczas koncertu. Ale warto ją nabyć, a jeszcze bardziej warto być na koncercie, kiedy to aranżacje irlandzkich i celtyckich pieśni nabierają mocniejszego, rockowego brzmienia.
Chodzą słuchy, że we wrześniu ma pojawić się ich nowa płyta. Mam nadzieje, że to prawda. Tymczasem wracam do słuchania.
Poziom: 1 | Kategoria: Z życia. | Dodaj komentarz
Ponieważ zbliża się koniec okresu, na który wypiłem domenę .info, której nie będę przedłużał, zmieniam adres bloga na http://blog.ghandal.net/. Proszę czytelników o zmianę adresu, bo od czerwca stary nie będzie dostępny.
Poziom: 0 | Kategoria: Z życia. | 2 komentarze
Zapisałem się do uczelnianej sekcji pływackiej AZS. Pojawiła się szansa na odbudowanie kondycji i powrót do dawnej formy. Przerwa w treningach trwała ponad cztery lata -- po zakończeniu gimnazjum przestałem pływać w Orce Jędrzejów. Chociaż nie miałem nigdy jakiś poważnych osiągnięć, to cieszę się niezmiernie z szansy powrotu do trenowania pływania kilka razy w tygodniu. Kto wie, może zobaczycie mnie kiedyś na MPSzW...
Poziom: 0 | Kategoria: Z życia. | Dodaj komentarz
Już myślałem, że mnie to ominie, jednak Janu mnie znalazł i ustrzelił... Chodzi o to, żeby napisać 5 faktów z mojego życia, o których nie wiecie, a potem zaprosić do tego samego 5 innych osób (co niestety nie będzie możliwe z racji tego, że już wszyscy, których znam zostali ustrzeleni). Po chwili namysłu, mogę zaczynać:
Jeżeli przypomni mi się ktoś, kto jeszcze nie został ustrzelony, umieszczę go tutaj. Na razie łańcuszek zakończę na sobie.
Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Z życia. | Dodaj komentarz
Od niedzieli do wczoraj byłem pozbawiony internetu. To znaczy nie do końca pozbawiony, ale strata pakietów już na drodze do bramy (jestem w sieci osiedlowej) sięgała poziomu 100%. Powodowało to u mnie walenie pięściami w ścianę, ogólne rozdrażnienie, czy rzucanie przedmiotami. Nie działało praktycznie nic. Codzienne telefony do administratorów kończyły się jeszcze większą frustracją. Odpowiedzi w stylu:
Cały czas walczymy!
Mamy nadzieję, że niedługo to naprawimy.
Jutro powinniśmy się uporać z awarią.
i inne skutecznie potrafiły mnie zdenerwować. Jednak brak sieci jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, jak bardzo uzależniłem się od niej. Pomimo tego, że aby wczytać jakąkolwiek stronę, potrzebowałem nawet dwóch godzin, ja siedziałem jak głupi przed monitorem tylko po to, żeby zobaczyć nagłówki wiadomości lub stronę wykładowcy...
Któryś raz z kolei postanawiam sobie w jakiś sposób ograniczyć lub zmienić sposób korzystania z internetu. Ale myślę, że jest już trochę lepiej -- w końcu jestem świadomy zagrożenia.
Poziom: 0 | Kategoria: Komputerowo-internetowo, Przemyślenia, Studia, Z życia. | Dodaj komentarz
Po tygodniowym wycofaniu się z życia spowodowanego zapaleniem zatok przynosowych wracam do świata. Jak zwykle mało czasu, a dużo do zrobienia -- w tym tygodniu przede mną dwa kolokwia, co prawda jedno z nich -- Algorytmy i Struktury Danych -- mogę sobie darować, jednak Prawo w działalności informatycznej mam zamiar zaliczyć. Przynajmniej na 4.0. Poza tym muszę jeszcze trochę powalczyć o lepsze oceny.
W moje ręce wpadło wreszcie Programowanie w języku Ruby. Muszę przyznać, że póki co samo wydanie książki mile mnie zaskoczyło. Jak na razie nie zauważyłem w niej błędów, mam nadzieję, że pozostanie tak do końca. Teraz przede mną nauka i tworzenie w nowym języku, co zaowocuje może jakimś projektem z Programowania obiektowego, jeżeli zdecyduje się na ten przedmiot.
Przy okazji zakupów zauważyłem, że Helion wziął się poważnie za tłumaczenie książek Pragmatycznych Programistów. To dobrze, w końcu wydają oni naprawdę wartościowe pozycje. W lutym wydane mają zostać Przepisy w Ruby on Rails, czyli Rails recipies. Tylko czekać, aż Helion wyda najlepszą książkę techniczną ubiegłego roku, którą mam zamiar wkrótce nabyć.
Poziom: 0 | Kategoria: Z życia. | Dodaj komentarz
Ostatnio pisałem o porządkowaniu półek z książkami. Udało mi się wtedy sprzedać prawie wszystko, co chciałem. W tej chwili mam do zaoferowania jeszcze dwie pozycje:
Jeśli ktoś jest zainteresowany, zapraszam na aukcje.
Fundusze zebrane ze sprzedaży posłużą na zakup nowych książek. Oczywiście, jeśli cokolwiek jeszcze sprzedam. Nie będę ukrywał, że poluję na najlepszą książkę techniczną ubiegłego roku w nowym wydaniu. Szkoda tylko, że przy zamówieniu trzeba będzie na nią trochę poczekać...
Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Studia, Z życia. | Dodaj komentarz
W zasadzie wszystkie przedmioty mam już zaliczone, kończą się wszelkiego rodzaju sprawdziany i kolokwia. Znaczy to mniej więcej tyle, że coraz większymi krokami zbliża się sesja. A wraz z nią skończy się najbardziej leniwy semestr, jaki do tej pory miałem. Zaledwie cztery przedmioty, z czego tak naprawdę tylko dwa, które wymagać będą pracy przed sesją rozleniwiły mnie trochę. Do tego długie weekendy, trwające od czwartku po południu do wtorku z rana... Ach, w przyszłym semestrze już takich luzów nie będzie. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, czyli jeśli zdam wszystkie egzaminy w pierwszym terminie, to ukoronowaniem lenistwa będzie wypad na narty. Pod warunkiem, że spadnie śnieg.
W systemie zapisów odbywa się indykacja, czyli wstępne zapisy na przedmioty w celu zminimalizowania liczby kolizji przy układaniu planu zajęć. Dobrze, że przy okazji zajrzałem do zaktualizowanych danych dot. dotychczasowego przebiegu studiów. Zauważyłem, że w rubryce: punkty zarejestrowane w systemie mam o 7 punktów ECTS za mało. Toż to cały przedmiot! Dzisiaj idę to wyjaśniać do Dziekanatu, przy okazji pytając jak to się stało, że wpisano mi zaliczenie warunkowe pomimo zaliczenia wszystkiego, co było trzeba zaliczyć.
Niedługo sesja, co już pisałem. Jednak po niej przyjdzie znowu semestr, który, mam nadzieję, przyniesie mi dużo pozytywnych nowości. Przede wszystkim kończą mi się obowiązki -- pozostaje tylko Matematyka dyskretna, więc będę mógł skupić się na przedmiotach ciekawszych. Powiem tylko, że planuję wypełnić ten semestr w całości. Na dzień dzisiejszy planuję zapis na:
Na co uda mi się zapisać bez kolizji, jeszcze nie wiem. Ale mam nadzieję, że na wszystko. Mimo wszystko szykuje się pracowity semestr. I tylko szkoda, że w zeszłym roku zaliczyłem Sieci komputerowe, bo zmienił się prowadzący i program wydaje się być ciekawszy.
Poziom: 0 | Kategoria: Techblog, Z życia. | Dodaj komentarz
Pisałem niedawno o obsłudze zapisu i odczytu partycji ntfs zaszyfrowanej TrueCryptem. Ostatnio, ku mojemu zaskoczeniu i zdenerwowaniu zaczęły ginąć pliki. Pod Windowsem nadal były widoczne, jednak linux ich nie widział. Po krótkim dochodzeniu okazało się, że były to pliki z polskimi ogonkami.
Nie byłbym sobą, gdybym nie znalazł na to rozwiązania. Oczywiście jest banalnie proste, choć wydawać by się mogło, że zasugerowanie sterownikowi, że nazwy plików są w UTF-8 powinnno wystarczyć. Ostatecznie za poprawną pracę parycji nfts z odczytem i zapisem odpowiedzialna jest taka linijka w pliku /etc/fstab:
/dev/hdaX /media/dysk ntfs-3g defaults,locale=pl_PL.utf8 0 0