GalleryMaker w Rubym

20 listopada 2007, 00:35:24

Poziom: 0 | Kategoria: Komputerowo-internetowo, Ruby. | 2 komentarze

W ramach nauki języka Ruby postanowiłem napisać sobie prostą i zwinną klasę do tworzenia indeksu zdjęć znajdujących się w zadanym katalogu. Klasa umożliwiać ma tworzenie miniaturek, obsługiwać szablony, itp.

W tej chwili działa tworzenie galerii razem z miniaturkami. Dzisiaj, implementując nową wersję, znalazłem ciekawą klasę Ruby'egoOptionParser. Jak sama nazwa wskazuje, klasa parsuje zadane opcje. Jej możliwości są jednak dosyć spore. Można definiować różne aliasy parametrów, definiować parametry konieczne i opcjonalne, w dodatku nie trzeba implementować dodatkowych metod typu usage, gdyż dostajemy je za darmo, a opisy parametrów dodajemy przy ustalaniu listy dostępnych parametrów. Poniżej przykład wykorzystania klasy (wzięty z mojego generatora indeksów zdjęć):

require 'optparse'

        dir = "."
        index = "index.html"

        options = OptionParser.new do |opts|
                opts.banner = "GalleryMaker #{G_VERSION}."
                opts.separator ""
                opts.separator "Dostepne opcje:"
                
                opts.on("-d", "--directory KATALOG", "Ustawia  \
KATALOG ze zdjeciami (domyslnie .)") do |d|
                        dir = d
                end

                opts.on("-i", "--index PLIK", "Ustawia nazwe pliku \
z indeksem na PLIK (domyslnie index.html)") do |i|
                        index = i
                end

                opts.on_tail("-h", "--help", "Wyswietla ta wiadomosc") do
                        puts opts
                        exit
                end

                opts.on_tail("-v", "--version", "Wyswietla numer wersji") do
                        puts G_VERSION
                        exit
                end
        end.parse(ARGV)

Tagi:

Hey Unplugged — nareszcie u mnie

19 listopada 2007, 11:44:34

Poziom: 0 | Kategoria: Muzyka, Przemyślenia, Z życia. | 12 komentarzy

Do rąk moich nareszcie zawitała płyta oczekiwana od 10 września, czyli od pewnego koncertu w Teatrze Roma w Warszawie — MTV Hey Unplugged. Powiem tyle, wiedziałem, że to hit, bo przecież w końcu byłem na tym koncercie, ale teraz mogę powiedzieć to jeszcze raz!

Od samego początku płyta przywołuje pozytywne emocje związane z koncertem. Żałuję jednak, że na płycie ani na DVD nie znalazła się piosenka "Byłabym", swoją drogą chyba wiem, dlaczego. Ale zacznijmy od początku:

  1. Fate: na rozpoczęcie mocne szarpanie strun i ciekawie zaprezentowana sekcja dęta. I ta lira korbowa przed drugą zwrotką...
  2. A Ty?: od samego początku w ucho wpadają instrumenty dęte. Aranżacja tylko nieznacznie zmieniona w stosunku do oryginału — dodane smyczki i instrumenty dęte, które oczywiście znakomicie współgrają z tekstem jak i całym utworem.
  3. Moogie: jedna z niewielu piosenek na tej płycie, którą rozpoznałem już po pierwszych taktach. Ale to wcale nie przemawia na jej niekorzyść! Aranżacja również niewiele zmieniona.
  4. Dreams: jeden z moich faworytów na tej płycie. Niesamowity tekst, który poprzez zupełnie nową aranżacje stracił może na swym dramatyzmie, jednak w warstwie muzycznej kawałek świetny, z doskonale wpadającą w ucho linią akustycznej gitary basowej oraz dźwiękami akordeonu.
  5. Missy Seepy: ta piosenka po prostu rządzi! Intro na lirze korbowej przenosi w zupełnie inny stan, powracają wręcz emocje z koncertu. Przez dodanie puzonu i liry piosenka zyskuje. I to dużo zyskuje w mojej ocenie. No i oczywiście końcowa solówka na lirze korbowej wspomagana przez smyczki...
  6. Ho!: słuchając tej piosenki nadal przechodzą mnie ciary. Wstęp sekcji smyczkowej potęguje napięcie. O tym, że to właśnie Ho dowiadujemy się jednak dopiero po wejściu gitary Marcina. Nie muszę wspominać o pięknym tekście. Kolejny faworyt!
  7. W imieniu dam: jedna z mniej podobających mi się piosenek, nie tylko na tej płycie, ale i na oryginale. Aczkolwiek wykonanie w porządku.
  8. Angeline: niesamowity głos Agnieszki Chylińskiej. Szkoda, że jej repertuar różni się od muzyki PJ Harvey. Niesamowity duet, niesamowity utwór oraz cięty komentarz Agnieszki na koniec.
  9. [sic!]: Śmieszny wstęp na akordeonie, który bardzo kojarzy mi się z pewną piosenką Renaty Przemyk (swoją drogą znajomej Kasi), niestety nie pamiętam w tej chwili jej tytułu. Całość utworu przyjemna.
  10. Mru mru: chyba najmniej zmieniona aranżacja, przynajmniej na początku. Bardzo podobna do wersji z akustycznego koncertu w Trójce. Dopiero w refrenie oraz na końcu piosenki dodane zostały smyczki i sekcja dęta, która w miły sposób podkreśla nastrój balladki.
  11. Luli lali: kolejna piosenka, którą poznajemy w zasadzie dopiero, gdy Kasia zaczyna śpiewać. Bardzo podoba mi się wstęp na puzonie, w stylu jakiegoś hejnału, po którym wchodzą gitary wraz z perkusją, wspomagane później przez smyczki. Słowem zagrało wszystko, co stało na scenie. Oczywiście na plus!
  12. Candy: mogę zdradzić "tajemnice", wersja Candy na płycie to drugie koncertowe wykonanie tej piosenki, poznać to można po tekście Budynia. Całkiem fajne wykonanie, chociaż mnie osobiście bardziej odpowiada oryginał.
  13. Mimo wszystko: ładny, nastrojowy bym powiedział wstęp na akordeonie, który tym razem zdradza praktycznie od razu tytuł piosenki. Akordeon towarzyszy zespołowi do końca piosenki. Ładna, nastrojowa aranżacja, wpadająca w ucho.
  14. To tu: aranżacja podobna do tej z albumu. Najmniej lubiana chyba piosenka z tej płyty.
  15. Cudzoziemka w raju kobiet: znowu trzeba się wsłuchać w piosenkę, szczególnie w jej początek, aby odkryć, że to właśnie "Cudzoziemka...". Trochę szeptana wersja, wspomagana przez fanów, siedzących na poduchach. Ciekawie zabrzmiała lira oraz sekcja dęta.
  16. Zazdrość: na koniec zespół zostawił zupełnie nowe aranżacje. Zazdrość zabrzmiała trochę kubańsko, z dużą ilością przeszkadzajek. Całość brzmiała bardzo ciekawie, fani Heya przyzwyczajeni do ich grania mogą być lekko zdziwieni. Kapitalna gra chłopaków od trąbek i puzonów.
  17. Teksański: utwór, który wzbudził chyba najwięcej kontrowersji. Zabawa w stylu country. Jednym się podoba, innym nie. Mnie bardzo przypadła do gustu, aranżacja bardzo zabawowa, nogi same rwą się do tańca. Taki łakomy kąsek zostawiony na sam koniec koncertu. Wersja na płycie to również drugie, bisowe, wykonanie z koncertu, tym razem można to poznać po podziękowaniach Pawła.

Wygląda na to, że przez najbliższy czas płyta Unplugged będzie najczęściej przeze mnie odsłuchiwaną! Czekam tylko na wersję z DVD, aby posłuchać całości razem z obrazem i poszukać siebie na widowni.

Tagi:

Podsumowanie październikowych wydarzeń kulturalnych

04 listopada 2007, 20:29:04

Poziom: 0 | Kategoria: Z życia. | 1 komentarz

Dawno nic nie napisałem, a w październiku dosyć dużo się działo. Ostatni wpis traktował o Dialog Festivalu, konkretnie o Giselle. Oprócz Giselle miałem okazję oglądać na scenach Wrocławskiego Teatru Współczesnego adaptację Oresteji w reżyserii Jana Klaty.

Oprócz teatru, październik obfitował w wydarzenia muzyczne. Pierwszym z nich był koncert Tam Tam Project, Kapeli ze Wsi Warszawa oraz Kasi Nosowskiej. Koncert odbył się w Wytwórni Filmów Fabularnych. Sala wielka, ale lubię koncerty, które się w niej odbywają. zaprezentował trochę polsko-afrykańskich brzmień z dużą ilością djembe.

Większe emocje i wyższe ciśnienie wywołała Kapela ze Wsi Warszawa, która swoimi aranżacjami rozgrzała atmosferę i wypełniła przestrzeń przed sceną ludźmi (trzeba dodać, że na tym koncercie sala wypełniona była krzesłami). Brzmienia cymbałów, skrzypiec, wiolonczeli czy drumli wywoływały pozytywne wibracje w mej głowie.

Jednak gwiazdą wieczoru była oczywiście Kasia Nosowska. Kasia zaprezentowała niezwykle bogatą, jak na siebie, choreografię i bujała się rytmicznie podczas śpiewania. Zabrzmiały w większości utwory z nowej płyty Unisexblues, chociaż nie zabrakło "Jeśli wiesz, co chcę powiedzieć" i innych starszych kawałków. Ustawiłem się w strategicznym miejscu z moim aparatem w nadziei, że uda mi się zrobić kilka dobrych fotek, jednak, niestety, stanąłem w takim miejscu przy samej scenie, że miałem przed sobą mikrofon na statywie, a dopiero za nim Kasię. Stąd na wszystkich prawie zdjęciach Kasię zasłania mikrofon. Szans na zmianę miejsca oczywiście nie było — przestrzeń przed sceną była wypełniona do ostatnich milimetrów.

Kolejny dzień, kolejny koncert. W niedzielę, 21 października miałem okazję, po raz pierwszy, być na koncercie Anny Marii Jopek. Wydarzenie przecudowne, Ania, jak i goście nieziemscy. Słuchałem płyt Ani z Mino Cinelu, czy Richardem Boną. Nie znałem jednak możliwości głosu Dhafera Youssefa. Nie wierzyłem, że można wydobywać z siebie takie dźwięki! Oprócz zapowiedzianych gości na scenie pojawił się również Henryk Miśkiewicz, który "przyjechał zagłosować i wpadł na koncert" i ubogacił warstwę muzyczną brzmieniem saksofonu. Zabrzmiały utwory z płyt Ani, ale również z repertuaru Mino Cinelu (plus świetna solówka na trójkącie), Richarda Bony, który miał swój koncert kilka chwil później w tym samym miejscu i Dhafera Youssefa. Mam nadzieję, że to nie był ostatni koncert Anny Marii Jopek, na którym byłem.

Listopad również zapowiada się ciekawie — Carrantuohill, COMA, The Car is on Fire to tylko część koncertów, z cyklu must-see, które odbędą się we Wrocławiu w tym miesiącu. Jest tylko jeden problem — skąd brać fundusze na te wszystkie atrakcje...

Tagi:

Wcześniejsze wpisy Nowsze wpisy