Poziom: 0 | Kategoria: Komputerowo-internetowo, Ruby. | 2 komentarze
W ramach nauki języka Ruby postanowiłem napisać sobie prostą i zwinną klasę do tworzenia indeksu zdjęć znajdujących się w zadanym katalogu. Klasa umożliwiać ma tworzenie miniaturek, obsługiwać szablony, itp.
W tej chwili działa tworzenie galerii razem z miniaturkami. Dzisiaj, implementując nową wersję, znalazłem ciekawą klasę Ruby'ego — OptionParser. Jak sama nazwa wskazuje, klasa parsuje zadane opcje. Jej możliwości są jednak dosyć spore. Można definiować różne aliasy parametrów, definiować parametry konieczne i opcjonalne, w dodatku nie trzeba implementować dodatkowych metod typu usage, gdyż dostajemy je za darmo, a opisy parametrów dodajemy przy ustalaniu listy dostępnych parametrów. Poniżej przykład wykorzystania klasy (wzięty z mojego generatora indeksów zdjęć):
require 'optparse'
dir = "."
index = "index.html"
options = OptionParser.new do |opts|
opts.banner = "GalleryMaker #{G_VERSION}."
opts.separator ""
opts.separator "Dostepne opcje:"
opts.on("-d", "--directory KATALOG", "Ustawia \
KATALOG ze zdjeciami (domyslnie .)") do |d|
dir = d
end
opts.on("-i", "--index PLIK", "Ustawia nazwe pliku \
z indeksem na PLIK (domyslnie index.html)") do |i|
index = i
end
opts.on_tail("-h", "--help", "Wyswietla ta wiadomosc") do
puts opts
exit
end
opts.on_tail("-v", "--version", "Wyswietla numer wersji") do
puts G_VERSION
exit
end
end.parse(ARGV)
Poziom: 0 | Kategoria: Muzyka, Przemyślenia, Z życia. | 12 komentarzy
Do rąk moich nareszcie zawitała płyta oczekiwana od 10 września, czyli od pewnego koncertu w Teatrze Roma w Warszawie — MTV Hey Unplugged. Powiem tyle, wiedziałem, że to hit, bo przecież w końcu byłem na tym koncercie, ale teraz mogę powiedzieć to jeszcze raz!
Od samego początku płyta przywołuje pozytywne emocje związane z koncertem. Żałuję jednak, że na płycie ani na DVD nie znalazła się piosenka "Byłabym", swoją drogą chyba wiem, dlaczego. Ale zacznijmy od początku:
Wygląda na to, że przez najbliższy czas płyta Unplugged będzie najczęściej przeze mnie odsłuchiwaną! Czekam tylko na wersję z DVD, aby posłuchać całości razem z obrazem i poszukać siebie na widowni.
Poziom: 0 | Kategoria: Z życia. | 1 komentarz
Dawno nic nie napisałem, a w październiku dosyć dużo się działo. Ostatni wpis traktował o Dialog Festivalu, konkretnie o Giselle. Oprócz Giselle miałem okazję oglądać na scenach Wrocławskiego Teatru Współczesnego adaptację Oresteji w reżyserii Jana Klaty.
Oprócz teatru, październik obfitował w wydarzenia muzyczne. Pierwszym z nich był koncert Tam Tam Project, Kapeli ze Wsi Warszawa oraz Kasi Nosowskiej. Koncert odbył się w Wytwórni Filmów Fabularnych. Sala wielka, ale lubię koncerty, które się w niej odbywają. zaprezentował trochę polsko-afrykańskich brzmień z dużą ilością djembe.
Większe emocje i wyższe ciśnienie wywołała Kapela ze Wsi Warszawa, która swoimi aranżacjami rozgrzała atmosferę i wypełniła przestrzeń przed sceną ludźmi (trzeba dodać, że na tym koncercie sala wypełniona była krzesłami). Brzmienia cymbałów, skrzypiec, wiolonczeli czy drumli wywoływały pozytywne wibracje w mej głowie.
Jednak gwiazdą wieczoru była oczywiście Kasia Nosowska. Kasia zaprezentowała niezwykle bogatą, jak na siebie, choreografię i bujała się rytmicznie podczas śpiewania. Zabrzmiały w większości utwory z nowej płyty Unisexblues, chociaż nie zabrakło "Jeśli wiesz, co chcę powiedzieć" i innych starszych kawałków. Ustawiłem się w strategicznym miejscu z moim aparatem w nadziei, że uda mi się zrobić kilka dobrych fotek, jednak, niestety, stanąłem w takim miejscu przy samej scenie, że miałem przed sobą mikrofon na statywie, a dopiero za nim Kasię. Stąd na wszystkich prawie zdjęciach Kasię zasłania mikrofon. Szans na zmianę miejsca oczywiście nie było — przestrzeń przed sceną była wypełniona do ostatnich milimetrów.
Kolejny dzień, kolejny koncert. W niedzielę, 21 października miałem okazję, po raz pierwszy, być na koncercie Anny Marii Jopek. Wydarzenie przecudowne, Ania, jak i goście nieziemscy. Słuchałem płyt Ani z Mino Cinelu, czy Richardem Boną. Nie znałem jednak możliwości głosu Dhafera Youssefa. Nie wierzyłem, że można wydobywać z siebie takie dźwięki! Oprócz zapowiedzianych gości na scenie pojawił się również Henryk Miśkiewicz, który "przyjechał zagłosować i wpadł na koncert" i ubogacił warstwę muzyczną brzmieniem saksofonu. Zabrzmiały utwory z płyt Ani, ale również z repertuaru Mino Cinelu (plus świetna solówka na trójkącie), Richarda Bony, który miał swój koncert kilka chwil później w tym samym miejscu i Dhafera Youssefa. Mam nadzieję, że to nie był ostatni koncert Anny Marii Jopek, na którym byłem.
Listopad również zapowiada się ciekawie — Carrantuohill, COMA, The Car is on Fire to tylko część koncertów, z cyklu must-see, które odbędą się we Wrocławiu w tym miesiącu. Jest tylko jeden problem — skąd brać fundusze na te wszystkie atrakcje...