Poziom: 0 | Kategoria: Z życia.
Przedwczoraj, 19. lipca, rozpoczęła się we Wrocławiu siódma edycja festiwalu Era Nowe Horyzonty. Po raz pierwszy dane jest mi w nim uczestniczyć. Gdybym wiedział, że będzie aż tyle ciekawych filmów do obejrzenia, nie wahałbym się ani minuty przed kupnem karnetu. Jednak przegapiłem czas sprzedaży karnetów i teraz muszę przypłacić to większym ubytkiem w portfelu (karnet na cały festiwal kosztował 250zł, podczas gdy bilet na jeden seans kosztuje 13-15zł, w zależności od ilości kupowanych biletów).
Festiwal otworzył tegoroczny zdobywca Złotej Palmy w Cannes — "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni" . Obraz przedstawiający parę chwil z życia młodych studentek z Ruminii, decydujących się na nielegalną aborcję. Osobiście film nie wywarł na mnie piorunującego wrażenia, choć przyznam, że mi się podobał. Jeżeli ktoś będzie zainteresowany, to film ten trafi do polskich kin już w październiku.
W drugim, a w zasadzie pierwszym dniu festiwalowym — 20 lipca — oglądałem jeszcze bardzo dobry film reżyserii Sama Garbarskiego — "Irina Palm" , przedstawiający losy wdowy Maggie, która próbując zdobyć pieniądze na leczenie wnuka zatrudnia się w nocnym klubie jako "hostessa". Po krótkim czasie zamienia się w Irinę Palm, która deklasuje wszystkie rywalki i sprawia, że mężczyźni czekają w długich kolejkach, aby skorzystać z jej usług.
Miłym akcentem na koniec dnia był pokaz filmu na Rynku. Film pod tytułem "Prywatne lęki w miejscach publicznych" to ciepła opowieść o samotności, poszukiwaniu miłości i niepewności. Pomimo wszechobecnych komarów i odgłosów kawiarni i ogródków piwnych uważam ten seans za bardzo udany.
W sobotę byłem na dwóch seansach konkursowych, które, niestety, mnie rozczarowały. Pierwszy z nich — "Samotność" — pomimo nienagannej gry aktorskiej okazał się strasznie nudny. Z trudem dotrwałem do końca.
Drugi seans — obraz "Do Ciebie, człowieku" szwedzkiego reżysera Roya Anderssona już trochę lepszy, jednak również nie zachwycił.
Szkoda, że przenieśli z Cieszyna – miałem bliżej :)
Niestety od drugiej edycji festiwal zmienił oblicze, za dużo ludzi itd. a teraz to już w ogóle… Dodatkowo we Wrocławiu nie jest tak wyraźny jak w Cieszynie, gdzie było główną imprezą filmową! Mam wrażenie, że we Wrocławiu rozmywa się wśród innych imprez kulturalnych.
Aha, teraz w Cieszynie jest (dokładnie był 2 tyg temu) festiwal „Kino na granicy” – na pocieszenie, ale za to za darmo!
21 lipca 2007 o 22:10:27Czy ja wiem, czy się rozmywa? Całe centrum Wrocławia udekorowane jest festiwalowymi flagami. Poza tym pokazy na Rynku dobitnie wskazują na to, że ENH jest największym aktualnie trwającym festiwalem.
A jeśli chodzi o ilość ludzi… Cóż... Tak to już bywa, że jeśli coś jest wydarzeniem, to skupia wokół siebie tłumy.
21 lipca 2007 o 22:13:19Skąd ta niechęć do ludzi? Dlaczego jak jakieś wydarzenie skupia duże liczby ludzi, to od razu jest to wada i słychać (bezsensowne) głosy krytyki? Jeżeli coś jest dobre i naprawdę wartościowe, to jest to tylko powód, by się cieszyć, gdy przychodzi dużo osób.
22 lipca 2007 o 23:28:31Duża ilość osób ma jednak parę wad, np. brak miejsc w sali kinowej… Rzecz szczególnie dotkliwa dla posiadaczy karnetów lub spóźnialskich posiadaczy biletów. Aczkolwiek generalnie nie mam nic przeciwko dzikim tłumom na wszelkiego rodzaju festiwalach.
22 lipca 2007 o 23:31:15