O Home Office słów kilka

22 września 2006, 18:39:35

Poziom: 0 | Kategoria: Z życia. | Dodaj komentarz

Tegoroczne wakacje spędziłem pracowicie, zarabiając pieniądze w Wielkiej Brytanii. Jak przystało na uczciwego człowieka, zapragnąłem zarejestrować się w Working Registration Scheme, czyli systemie rejestracji pracowników Urzędu Imigracyjnego Wielkiej Brytanii. W mojej ocenie rejestracja ta ma na celu tylko i wyłącznie ściągnięcie swego rodzaju 'myta' od obywateli nowych państw członkowskich Unii Europejskiej. Aby zarejestrować się, trzeba wypełnić stosowny formularz, przygotować list od pracodawcy, dwa zdjęcia paszportowe, dowód osobisty lub paszport oraz wpłacić 70 funtów na konto Home Office. Całe szczęście płatność można zrealizować kartą kredytową. Wszystkie dokumenty wysyłamy pocztą.

Pierwszym problemem okazała się umiejętność czytania, którą posiadają urzędnicy. Na potwierdzeniu otrzymanej wpłaty, przekręcona została litera mojego drugiego imienia. Fakt, może ja niewyraźnie piszę drukowane litery, jednak dane w paszporcie są łatwe do przeczytania. Po rozmowie telefonicznej z przedstawicielem Home Office, dowiedziałem się, że nic się nie stało, ponieważ to tylko potwierdzenie i że przed wygenerowaniem właściwych dokumentów dane są weryfikowane z dokumentem tożsamości. Według zapewnień Home Office, czas oczekiwania na rozpatrzenie wniosku wynosi zwykle nie dłużej niż dwa tygodnie. Ku mojemu zdziwieniu, pozwolenie na pracę u mojego pracodawcy otrzymałem przed upływem dwóch tygodni. Jednak tutaj znowu pojawił się problem. Tym razem, choć nie mogłem stwierdzić, czy moje imie zostało poprawione - na dokumencie widniało tylko pierwsze - data urodzenia została wymyślona w niepojęty dla mnie sposób. Nic się w niej nie zgadzało. Myślałem, że można jakimś cudem przekręcić cyferkę, zrobić 3 z 8 lub coś podobnego. Tutaj wszystko było nie tak. Dzień, miesiąc i rok były zupełnie wyssane z palca.

Tym razem jednak nie dzwoniłem już do Home Office wyjaśniać tej sprawy, ponieważ zbliżał się termin zakończenia mojej wakacyjnej pracy i powrotu do Polski. Pomyślałem, że przed przysłaniem imiennej karty rejestracyjnej ze zdjęciem wszystko zostanie sprawdzone raz jeszcze i poprawione. Jednak napotkałem kolejny problem. Tym razem dostałem list (z poprawionym już drugim imieniem), że w moim podaniu brakuje zdjęć. Doszedłem do wniosku, że zdjęcia robione u jakiegoś pana w aptece zwykłym Polaroidem mogły się urzędnikom nie spodobać z powodu nadmiaru flasha. Zrobiłem więc nowy komplet zdjęć, tym razem nie ufając człowiekowi, tylko maszynie. Nowe zdjęcia wysłałem praktycznie w ostatniej chwili przed powrotem do Polski.

Myślałem, że na tym skończy się moja przygoda z Home Office. Jednak kilka dni po powrocie do Polski dowiedziałem się, że przyszedł do mnie kolejny list! Tym razem brakowało... listu od pracodawcy (sic!), z którego dane widniały na certyfikacie, który otrzymałem kilka tygodni wcześniej. Niewiele myśląc zdecydowałem się napisanie listu, w którym wyjaśniam, że ów list powinien się znajdować w urzędzie, skoro dane z niego zostały już użyte. Jednak gdyby list od mojego byłego już pracodawcy w jakiś sposób zniknął, poprosiłem o anulowanie całego podania i wysłałem list z prośbą o zwrócenie opłaty na konto karty kredytowej lub moje angielskie konto. Czekam teraz na odpowiedź i - szczerze mówiąc - nie jest już dla mnie ważne, czy podanie zostanie rozpatrzone, czy nie...

Współdzielenie zakładek i ciastek w Firefoxie

18 września 2006, 20:39:42

Poziom: 0 | Kategoria: Komputerowo-internetowo, Techblog, Z życia. | 6 komentarzy

Ponieważ nudze się niesamowicie, nareszcie zrobiłem to, co chciałem od dawna, czyli współdzielenie ciastek i zakładek w Firefoxie między dwoma systemami w moim notebooku. Zdaje sobie sprawę, że Ameryki nie odkryłem oraz że sposób, który wykorzystałem jest banalny, jednak efekt mi się podoba. Jeśli ktoś chciałby zrobić to samo, służę pomocą.

Wymagania: Windows i Linux oraz partycja FAT z uprawnieniami odczytu i zapisu zamontowana pod Linuxem, na której znajduje się profil Firefoxa w wersji Windows. Cała zabawa sprowadza się, do podlinkowania plików cookies.txt, odpowiedzialnego za przechowywanie ciastek oraz bookmarks.html, czyli plik z zakładkami, do katalogu przechowującego profil Firefoxa w wersji Linuxowej. Pod Linuxem przechodzimy do katalogu z profilem Firefoxa (zwykle ~/.mozilla/firefox/<numerki>) i w konsoli wpisujemy (po uprzednim usunięciu plików cookies.txt i bookmarks.html):

ln -s /sciezka/do/pliku/na/partycji/fat/cookies.txt
ln -s /sciezka/do/pliku/na/partycji/fat/bookmarks.html

Od tej pory możemy cieszyć się współdzielonymi ciastkami i zakładkami. O plusach tego rozwiązania nie musze chyba nikomu pisać.

Dylematy studenta

12 września 2006, 12:44:29

Poziom: 0 | Kategoria: Przemyślenia, Z życia. | 2 komentarze

Niedługo przyjdzie mi dokonać wyboru przedmiotów na zimowy semestr. Mniejsza z tym, że czekają mnie jescze egzaminy i tak w ogóle nie wiem, czy będę studentem studiów magisterskich, czy licencjackich, aczkolwiek wybór i tak mnie nie minie i trzeba zacząć się nad nim zastanawiać. Jednak wśród przedmiotów przewidzianych na semestr zimowy nie widzę zbyt wielu takich, które by mi odpowiadały... Nie liczę obowiązków, bo nawet nie wiem, które będę musiał wybrać -- poczekam z tym na wyniki poprawek.

Aktualnie myślę nad jednym kursem spośród:

Szczerze mówiąc najbardziej odpowiada mi Java, ale nie wiem, czy nie spróbuję Pythona.

Oprócz kursów, które, choć zabierają mnóstwo czasu, dają tylko 3 punkty ECTS, trzeba wybrać coś jeszcze. I tutaj jest już gorzej. Godne zastanowienia są tylko:

Póki co, największe szanse na wybór mają systemy...

Przede mną drugi rok studiowania, więc przydałby się jakiś odchamiacz, stąd Psychologia raczej na pewno znajdzie się w moim planie zajęć. Oprócz tego może jakieś wychowanie fizyczne, czyli pływanie lub wspinaczka i jakimś cudem uzbieram wymaganą ilość punktów.

Nowy nabytek

05 września 2006, 15:33:43

Poziom: 0 | Kategoria: Komputerowo-internetowo, Z życia. | 14 komentarzy

Nabyłem w końcu to, na co pracowałem w tym roku, czyli laptopa (lub notebooka -- jak kto woli). Po ponad tygodniu poszukiwań i przeglądaniu kilkudziesięciu ofert z parunastu sklepów wybr padł na model ASUS A6Jc-Q005H w wersji brytyjskiej (ten sam model w Polsce ma dosyć mocno obcięte parametry). Chociaż nie jestem do końca zadowolony z matrycy, jednak muszę przyznać, że sama konfiguracja i jej stosunek do ceny odpowiadają mi bardzo. A specyfikacja mojego nowego cudeńka jest następująca:

Do wyboru miałem jeszcze Toshibe Satellite P100-227, jednak układ jej klawiatury skutecznie odstraszył mnie od zakupu (w dodatku z Toshibą miałbym 1 rok gwarancji, zamiast dwóch oraz gorsze parametry). Pozostaje tylko czekać na zakupiony kabel do zasilacza z europejską wtyczką oraz przejściówkę LPT-USB do mojej zabytkowej drukarki. Czy dobrze wybrałem? Czas pokaże. Myślę jednak, że do kodzenia i słuchania muzyki sprzęt jest wystarczający

Tagi:

Wcześniejsze wpisy Nowsze wpisy